Nowak spojrzał na Sandra i zobaczył kropelki potu na jego twarzy.

— Odpoczniemy, chłopcze. — Mocniej wparł się plecami w głaz skalny i usiadł.

Uf! Zaiste, Dziwna Planeta. Gdzie jest „góra”, a gdzie „dół”? Trudno się zorientować… — Sandro roześmiał się, przysiadł tuż obok i szukając wygodniejszej pozycji, nagle znieruchomiał.

— Antoni, patrz, „rakietki”. Na północnym zachodzie…

Nowak podniósł głowę.

— Widzę.

Wysoko, w gwiezdnej pustce, pojawiły się trzy maleńkie lśniące jak srebro krople. Ich ruch przypominał olbrzymie płynne skoki: to spadały w dół, to nie dotykając powierzchni planety znowu ostro wzbijały się w górę i parły naprzód. Następnie zaczęły opisywać koła.

— A jednak w „rakietkach” nie ma żywych istot — jakby nawiązując do dawnego sporu, rzekł Sandro. — Żadna żywa istota, oprócz chyba bakterii, nie jest w stanie wytrzymać takiego przyśpieszenia. Popatrz, co robi!..

Jedna z „rakietek” oddzieliła się od pozostałych, znikających za horyzontem, i mknęła teraz ponad nimi bezszelestnie jak srebrzysty cień. Lecz nagle, jakby zderzyła się z niewidoczną przeszkodą, stanęła i zawisła w przestrzeni; potem zaczęła spadać ze wzrastającą szybkością na ostre zęby skał… Z kolei nastąpiło coś, co przywodziło na myśl bezgłośny wystrzał: „rakietka” wzbiła się nagle w górę, opisała tam pętlę i znowu zaczęła spadać w dół.

— Zupełnie jakby nas szukała…

— Rzeczywiście! — Nowak nacisnął głową guziczek uruchamiający sygnalizację między nim a astrolotem. — „Foton–2”! „Foton–2!”

— Co robisz? — powstrzymał go Sandro. — Ona nas za — pelenguje!

— Nic groźnego. Przeprowadzimy z nią zaraz małe doświadczenie… „Foton–2!”



22 из 237