
— Słucham, kapitanie!
— Patrick? Włącz system zakłócający fale radiowe i nakieruj w to miejsce, gdzie jesteśmy. Na mój sygnał wyślesz promienie.
— Dobrze.
… „Rakietka” bezgłośnie pikowała wprost na nich i oślepiała jak błyskawica przed uderzeniem gromu. Serca Sandra i Antoniego ścisnął niepokój. Srebrzysta kropla rozrastała się tak gwałtownie, iż wzrok nie potrafił uchwycić szczegółów. Lecz oto „rakietka” w ostatnim ułamku sekundy, który ją dzielił od rozbicia się o skałę, zahamowała i zawisła w pustce. Na skutek potężnego uderzenia pola elektromagnetycznego przekrzywił się horyzont i sylwety skał rozżarzyły się do białości. „Rakietka” wywróciła kozła i strzeliła w gór”. Sandro i Antoni jednocześnie głęboko odetchnęli.
— Patrick! — znowu zaczął nadawać Nowak. — Przełącz system zakłócania fal radiowych na automatyczne kierowanie za pomocą moich bioprądów. W przeciwnym razie nic z tego nie wyjdzie… I włącz maksymalną energię promieniowania.
— Gotowe! — natychmiast zameldowano z astrolotu. Ciemnoszarą ścianę deszczu błękitnie połyskującą nad stepem przecinały oślepiające zygzaki błyskawic, Pięcioletni malec gnał boso po śliskiej trawie, rzadkim błocie, kałużach, wrzeszczał, nie słysząc własnego głosu wśród nieustających grzmotów. Naraz bardzo blisko, przez ukośne strugi deszczu smagające go po plecach, przebił się jaskrawy, błękitnoszary, kulisty piorun. Przejęty paniczną grozą chłopczyk rozciągnął się w błocie i zamknął oczy…
To wspomnienie z odległego dzieciństwa przesunęło się przed oczyma Nowaka, kiedy „rakietka” powtórnie zaczęła na nich pikować. Musiał wytężyć całą wolę, aby się skupić. „Nie przeoczyć odpowiedniej chwili… Nie pośpieszyć się”. Teraz już nie rozmyślał, lecz obliczał z zimną krwią i niezawodnie jak automat. „Rakietka” znajdowała się w odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów od skał, zaraz powinno się zacząć elektromagnetyczne hamowanie. Świadomość Nowaka skoncentrowała się w jednym nie wymówionym nakazie mózgu: „promienie!”
