
— Dobrze było?
Skąd miałem wiedzieć?
— Calvinie — odpowiedziałem mu — to, że mówisz jak człowiek wykształcony, nie daje ci jeszcze wykształcenia.
— Wolę być ignorantem — on na to — i mówić jak człowiek wykształcony, niż być wykształcony i mówić jak ignorant.
— Dlaczego? — zdziwiłem się.
— Bo kiedy mówisz jak wykształcony, nikt cię nie sprawdza, ale kiedy mówisz jak prostak, sprawdzają ciągle.
O to mi chodzi. Może to nie to samo, o co mi chodziło na początku, ale o to mi chodzi teraz: więcej wiem o zdarzeniach z roku Alvinowych wędrówek niż ktokolwiek inny na bożym świecie. Ale jestem też świadom, na jak wiele pytań nie potrafię odpowiedzieć. Czyli jest tak, że wiem, ale wychodzę na ignoranta. A wy?
Jeśli już się zorientowaliście, że znacie tę historię, na miłość boską, przestańcie czytać i zaoszczędźcie sobie kłopotów. A jeśli macie zamiar krytykować mnie, że nie skończyłem wszystkiego i nie podałem wam zawiązanego w kokardkę, zróbcie przysługę sobie i mnie, i napiszcie własną książkę. Tylko miejcie dość przyzwoitości, by nazwać ją romansem, nie historią, bo historia nie ma kokardek, ma tylko postrzępione końce i supły nie do rozplatania. To nie śliczny pakunek, ale nie słyszałem, żebyście akurat mieli urodziny, zresztą nie mam obowiązku dawać wam prezentów.
ROZDZIAŁ 2 — HIPOKRYCI
Calvin miał dosyć. Niewiele brakowało, a podszedłby do Alvina i… i coś by zrobił.
