Ale powiedzieć, że był „na nie”, to tylko nazwać jego zachowanie, a nie wyjaśnić, dlaczego się tak zachowywał. Czegoś tam mogę się domyślać, ale to tylko domysły, nawet nie to, co nazywają „rozsądnymi domysłami”, bo przecież żaden rozsądek nie pozwala jednemu człowiekowi zgadywać lepiej niż innemu. Albo się coś wie, albo nie, a ja nie wiem.

Nie wiem, dlaczego ludzie, którzy mają wszystko, co im potrzebne do szczęścia, nie są po prostu szczęśliwi. Nie wiem, dlaczego samotni ludzie ciągle odpychają wszystkich, którzy chcą się z nimi zaprzyjaźnić. Nie wiem, dlaczego ludzie obwiniają o swoje kłopoty słabych i łagodnych, a prawdziwemu wrogowi pozwalają ujść bezkarnie. I na pewno nie wiem, dlaczego się męczę i spisuję to wszystko, kiedy jestem pewien, że i tak nie będziecie zadowoleni.

Jedno wam powiem o Calvinie. Kiedyś widziałem go na lekcji Alvina i przynajmniej raz uważał, pilnie słuchał każdego słowa brata. Pomyślałem wtedy: nareszcie zmądrzał. Nareszcie zrozumiał, że jeśli chce być siódmym synem siódmego syna, jeśli naprawdę chce być Stwórcą, musi się tego nauczyć od brata.

Lekcja się skończyła, a ja patrzyłem na Calvina; wszyscy wyszli do swoich zajęć, tylko ja i on zostaliśmy w sali. Wtedy się do mnie odezwał — zwykle mnie nie zauważał, jakby mnie tam nie było. Mówił do mnie i po paru sekundach zrozumiałem, co robi: naśladuje Alvina. Nie zwykły głos, ale jego głos szkolny, nauczycielski. Wszyscy pamiętacie, kiedy Alvin się tego nauczył — poznał tę kwiecistą, wykwintną mowę, kiedy studiował u panny Larner, zanim jeszcze zrzuciła przebranie i zanim zrozumiał, że to ta sama Peggy Guester, która zachowała jego czepek porodowy i ochraniała go przez lata dorastania. Te wielkie, pięciodolarowe słowa poznała w Dekane albo z tych książek, co je czytała.



9 из 372