— Jestem Stwórcą! — upierał się Calvin, podnosząc głos, chociaż wiedział, że staje się tylko słabszy i bardziej się odsłania. Ale nie umiał się powstrzymać przed rozmową z tym śliskim staruchem. — Potrafię wszystko, co potrafi Alvin, gdyby tylko ktoś zechciał to zauważyć!

— Wykułeś ostatnio jakieś młyńskie kamienie bez narzędzi?

— Mogę tak spasować kamienie w murze, jakby wyrosły takie z ziemi!

— Uleczyłeś jakieś rany?

— Zabiłem robaka, co lazł mi po nodze, a nawet nie tknąłem go palcem!

— Ciekawe. Ja pytam o leczenie, ty odpowiadasz o zabijaniu. Nie brzmi to dla mnie jak mowa Stwórcy.

— Sami mówiliście, że Alvin zabił człowieka!

— Rękami, nie korzystając z talentu. Chwilę przedtem ten człowiek zamordował niewinną kobietę, która zginęła, by chronić swego syna przed niewolą. A chrząszcz… chciał kogoś skrzywdzić?

— Tu was mam! Alvin zawsze jest taki prawy i cudowny, a Calvin niczego nie umie zrobić jak trzeba! Ale Alvin sam mi opowiadał, jak to posłał masę karaluchów, żeby się zabiły, kiedy był jeszcze mały i…

— A ty niczego się nie nauczyłeś z tej historii, tyle że masz moc dręczenia owadów?

— On może robić, co chce, a potem tłumaczy, jak to się nauczył czegoś lepszego, ale kiedy ja robię to samo, to nie jestem godny! Nie można mnie nauczyć żadnych jego sekretów, bo nie jestem gotowy, ale ja jestem gotowy, tylko nie na to, żeby Alvin decydował, jak mam używać talentów, z którymi się urodziłem. Kto jemu mówi, co ma robić?

— Wewnętrzne światło prawości — odpowiedział Bajarz. — Z braku lepszego określenia.

— No a co z moim wewnętrznym światłem?

— Domyślam się, że twoi rodzice zadają sobie to samo pytanie, i to często.

— Dlaczego mnie się nie pozwala poukładać sobie wszystkiego samemu, jak Alvinowi?

— Ależ właśnie na to ci się pozwala.



15 из 372