Powinienem go uleczyć przed odejściem. Tak jak Alvin leczy ludzi. Wtedy by się przekonał, że naprawdę jestem Stwórcą — bo go uleczyłem. Jak mogłem przegapić taką okazję pokazania, do czego jestem zdolny?

Zawrócił natychmiast i ruszył pędem przez las, przeskakując przez korzenie, zbiegając ze zbocza, na które wspinał się ledwie przed chwilą. Ale kiedy zdyszany stanął na łące, starca nie było, choć krew znaczyła kroplami źdźbła trawy i rozlewała się w kałużę tam, gdzie leżała głowa. Czyli nie umarł. Wstał i poszedł sobie, a zatem nie był martwy.

Ależ dureń ze mnie, myślał Calvin. Oczywiście, że go nie zabiłem. Jestem Stwórcą. Stwórcy nie niszczą niczego, Stwórcy budują. Czy nie to stale powtarzał mi Alvin? Więc jeśli jestem Stwórcą, nie mogę uczynić nic niszczycielskiego.

Przez moment chciał już zejść ze wzgórza, w stronę młyna. Niech Bajarz spróbuje oskarżyć go przed wszystkimi. Calvin zwyczajnie zaprzeczy i niech spróbują jakoś z tym sobie poradzić. Oczywiście, wszyscy uwierzą Bajarzowi. Ale Calvinowi wystarczy wtedy powiedzieć: „Taki ma talent, że skłania ludzi do wiary w swoje kłamstwa. Inaczej dlaczego mielibyście wierzyć obcemu zamiast najmłodszemu synowi Alvina Millera, skoro wszyscy wiecie, że przecież nie napadam na ludzi?” Wyobraził sobie tę cudowną scenę, gdzie ojciec, mama i Alvin nie wiedzą, co robić.

Ale jeszcze piękniejszy był inny obraz: Calvin wolny w wielkim mieście. Calvin wyzwolony z cienia swego brata.

A co najlepsze, nie mogą nawet go ścigać. Tutaj, w miasteczku Vigor Kościół, wszystkich dorosłych wiąże klątwa Tenska-Tawy: każdemu obcemu muszą opowiadać, jak to wymordowali niewinnych Czerwonych nad Chybotliwym Kanoe. Jeśli tego nie zrobią, ich ręce spłyną krwią, jak nieme świadectwo zbrodni. Z tego powodu tutejsi nie podróżowali tam, gdzie mogli spotkać obcych. Tylko sam Alvin mógłby go szukać, tylko w towarzystwie tych, którzy byli zbyt młodzi, by brać udział w masakrze. A tak, jeszcze ich szwagier Armor — na niego nie spadła klątwa. I może Measure, który nie uczestniczył w walce, ale sam przyjął na siebie przekleństwo — on pewnie też mógłby wyjechać. Ale i tak marny to będzie pościg.



20 из 372