
Jej wysiłki nie szły na marne. Kiedy odjeżdżała z miasteczka, ludzie rozmawiali — nie, szczerze mówiąc, kłócili się — o sprawy nigdy wcześniej nie kwestionowane. Oczywiście, nie obywało się bez cierpienia. Kilku ludzi spośród tych, których odwagę rozbudziła, wytarzano w smole i w pierzu, innych pobito, jeszcze innym spalono domy. Ale okrucieństwa właścicieli niewolników tym wyraźniej ukazywały, że trzeba zacząć działać, trzeba uwolnić się od systemu niszczącego wszystkich.
Dzisiaj także jechała z podobną misją. Wynajęła powóz mający zawieźć ją do miasteczka Baker's Fork. Jechała daleko, zgrzana już, zmęczona i brudna, jak zwykle podróżni latem.
I nagle zaciekawiło ją, dokąd prowadzi jakaś boczna droga.
Peggy nie należała do osób ciekawych w zwykłym sensie. Od dzieciństwa miała talent do odkrywania najgłębiej skrywanych sekretów innych, więc nauczyła się panować nad zwyczajną ciekawością. Przekonała się, że pewnych rzeczy ludzie nie powinni oglądać. Jako mała dziewczynka wiele by dała, by nie wiedzieć, co myślą o niej inne dzieci w jej wieku, nie znać ich lęku przed sobą, ich niechęci z powodu jej inności, z powodu tego, co szeptem powtarzali o niej rodzice. Cieszyłaby się, nie znając tajemnic mężczyzn i kobiet dookoła. Ciekawość sama dla siebie jest karą, kiedy człowiek wie na pewno, że znajdzie odpowiedzi na swe pytania.
Najciekawszy był sam fakt, że zainteresował ją akurat ten porośnięty trakt wśród niskich wzgórz północnego Appalachee. Dlatego zamiast skręcić na ten trakt, zajrzała w swój płomień serca, by sprawdzić, co ją czeka na tej drodze. Ale każda dostrzeżona ścieżka, na której polecała woźnicy, by skręcił, każda z nich prowadziła w pustkę, do miejsca gdzie nie mogła odgadnąć, co się zdarzy.
To dziwne — nie wiedzieć, do czego doprowadzi jej decyzja. Do niepewności była przyzwyczajona, gdyż istniało wiele ścieżek, którymi mógł popłynąć strumień czasu. Ale żeby nie było nawet iskry… to coś nowego. Nowego i — musiała przyznać — atrakcyjnego.
