
Najtrudniejszym elementem jej dyscypliny było niedopuszczenie, by rozpraszały ją jakiekolwiek myśli o Alvinie Smisie. Kiedyś był jądrem jej życia: asystowała przy jego narodzinach, zdjęła mu z twarzy czepek porodowy i przez lata używała mocy tego zasuszonego czepka, by chronić chłopca przed atakami Niszczyciela. Potem, kiedy wyrósł na mężczyznę, kiedy rozwinął własną moc i sam mógł się bronić, wciąż pozostał w jej sercu, gdyż zaczęła kochać człowieka, którym się stał. Wróciła do Hatrack River — po raz pierwszy w przebraniu panny Larner — by dać jemu i Arthurowi Stuartowi książkową wiedzę, jakiej obaj pragnęli. I kiedy go uczyła, przez cały czas kryła się za heksami, przesłaniającymi jej twarz i imię, kryła się i obserwowała jak szpieg, jak myśliwy, jak kochanka, która nie śmie się pokazać.
I w tym przebraniu ją pokochał. To wszystko było kłamstwem, kłamstwem, które powtarzała jemu i sobie.
Nie chciała szukać jasnego płomienia jego serca, choć wiedziała, że znalazłaby go natychmiast, choćby był bardzo daleko. Miała teraz inne zadanie. Musiała osiągnąć inny cel, nie dopuścić do innych zdarzeń.
To było najlepsze w jej nowym życiu: każdy, kto cokolwiek wiedział o niewolnictwie, zdawał sobie sprawę, że jest ono złem. Ci, co nie wiedzieli — dzieci dorastające w kraju, gdzie istniało niewolnictwo, ludzie, którzy nigdy nie mieli niewolników, czy nawet w życiu nie widzieli Czarnego — mogli sobie wyobrażać, że wszystko jest w porządku. Ale ci, co wiedzieli, wszyscy rozumieli, że to zło.
Wielu z nich, naturalnie, powtarzało sobie kłamstwa, szukało usprawiedliwień albo też przyjmowało zło z otwartymi ramionami, byle tylko zachować dawny styl życia, zachować bogactwo i znaczenie, zachować prestiż i honor. Jednak więcej ich cierpiało, z trudem znosząc bogactwo zdobyte wysiłkiem i cierpieniem Czarnych, porwanych ze swej ojczyzny i wbrew woli przewiezionych na mroczny kontynent Ameryki. Ich serc szukała Peggy, zwłaszcza tych najsilniejszych, którzy mogli znaleźć dość odwagi, by przeważyć szalę.
