
Ale pewnie z takim końcem nie miała sensu, więc różni tacy wypytywali mnie ciągle, czy nie wiem czegoś jeszcze, co mógłbym opowiedzieć. Wiedziałem. I nie miałem nic przeciwko opowiadaniu. Tylko nie sądźcie, że kiedy już skończę, dla wszystkich będzie jasne, o co w tym chodziło, bo sam tego nie wiem. Prawda jest taka, że opowieść jeszcze się nie skończyła, i mam nadzieję, że się nie skończy; mogę jedynie liczyć, że wytłumaczę, jak wygląda ona dla tego człowieka właśnie tutaj i w tej chwili. Nie mogę wam nawet obiecać, że jutro nie zrozumiem z niej więcej, niż piszę teraz.
Nie mam talentu do opowiadania. Fakt, Bajarz też nie, i on sam pierwszy wam to przyzna. Zbiera opowieści, to prawda, a te zebrane są ważne i słuchacie ich, bo sama treść ma znaczenie. Ale wiecie, że nic nie robi z głosem, nie toczy oczami, nie wykonuje szerokich gestów jak prawdziwi oratorzy. Głos ma nie dość mocny, żeby wypełnić porządną chatę, a co dopiero namiot. Nie, nie ma talentu do opowiadania. Jeśli już, to jest malarzem, a może rzeźbiarzem czy drukarzem albo kimś jeszcze, kto tylko może się przydać, żeby coś opowiedzieć czy pokazać; ale nie jest geniuszem w żadnym z tych fachów.
Faktem jest, że jeśli spytacie Bajarza, do czego ma talent, odpowie wam, że do niczego. Nie kłamie — nikt nie może Bajarzowi zarzucić kłamstwa. Nie, po prostu kiedy był jeszcze chłopcem, marzył o pewnym szczególnym talencie; przez całe życie wydawało mu się, że tylko ten talent warto mieć, a że go nie ma — tak myśli — to cóż, w takim razie na pewno nie ma żadnego.
