
Wciąż nie potrafił wyjaśnić dziwnego zdania jednego ze swoich przodków: „Zacznij na równinach Gaeta, by odnaleźć ślad i podążać naprzód”. Las vegasjunto Gaeta.
Gaeta? Włoskie miasto, cóż ono miałoby wspólnego z rycerzami? Należało niegdyś do Hiszpanii?
Nie, to postawione na głowie.
Pedro wstał, by przynieść sobie szkło powiększające.
Akurat nad tą stroną Estella musiała wypłakiwać swoją samotność, strach i rozpacz, bowiem tekst był prawie zupełnie rozmazany.
Zapach starego dziennika też przyjemny nie był, ale do tego Pedro zdążył się już przyzwyczaić.
Las vegas junto Gaeta. Równiny pod miastem Gaeta. Co to, na Boga może mieć wspólnego z pozostałym tekstem?
„Zacznij od…”
Pochylił się nad stołem, duże szkło powiększające trzymał między swoim okiem a kartą książki. Próbował ustawić właściwą odległość.
– Niemożliwe – powiedział sam do siebie. – Niemożliwe. Jak oni to, u licha, odczytali? Przecież to j w junto, nie ma dolnego ogonka. To tylko plama na papierze.
Większość zapisanych na tej stronie słów, zachowała się w postaci luźno z sobą powiązanych kropek, które można było odczytywać niemal, jak kto chce.
– I nie ma też żadnego Gaeta – mówił głośno. – Poczekaj no!
Kto miałby poczekać, pozostawało niewyjaśnione, ponieważ Pedro był w pokoju sam.
Przysunął lampę tak blisko tekstu, że sam musiał mocno wykręcać głowę, by się też do niego zbliżyć.
Z pomocą światła i lupy odczytał nowy tekst, jakby wciśnięty w gruby papier.
Po wielu próbach udało mu się zrozumieć, o co chodzi.
– „… en Veigas canto…” Nie… cantar. Nie, tego po prostu nie widać. Ale następne słowo: gaitas. Tak! Tak właśnie zostało napisane!
Zastanawiał się przez chwilę nad związkiem tych słów z pozostałym tekstem, po czym wybrał numer telefonu Antonia. Podniecony i przejęty.
