
Na następnej stronie prezentujemy potomków don Ramira. Znak wskazuje tych, którzy zmarli w wieku 25 lat wskutek przekleństwa.

Dawno zapomniana świętość tkwiła nieruchomo w oczekiwaniu. Las zdołał skryć ją już przed wieloma stuleciami, zioła i trawy porosły zielonym kobiercem.
Żadna prowadząca do niej droga już nie istniała. Nigdzie nie widać też było śladów, świadczących o tym, że kiedyś wokół świętej budowli znajdowały się ludzkie siedziby. Wszystko zostało zrównane z ziemią, ukryte. Któż chciałby się tu przedzierać przez nieprzebyte pustkowia?
Mimo wszystko jednak miejsce to kryło w sobie rozwiązanie tajemnicy, mimo wszystko mogło zapewnić spokój ducha i zamożność wielu ludziom, innym zaś przynieść ocalenie.
Cóż z tego jednak, skoro w zapomnienie odeszła nawet sama tajemnica?
CZĘŚĆ PIERWSZA. WZGÓRZE WISIELCÓW
1
Kolejna fala ulewnego deszczu spadła na wędrowców, kiedy opuszczali prastary, zarośnięty cmentarz u stóp Pirenejów.
Byli podekscytowani i zarazem przygnębieni. Podekscytowani tym, że znaleźli ów mnisi habit, przygnębieni zaś, bo nie mogli się pozbyć wspomnienia zaniedbanych grobów, zwłaszcza miejsca, gdzie spoczął młody Jorge.
Ruszyli prosto do Bilbao, przedtem zawiadomili tylko miejscowego nauczyciela o cmentarzu. Ten oczywiście wiedział o jego istnieniu, był im jednak wdzięczny za impuls, jakiego mu udzielili, żeby w końcu coś z tym zrobić.
– W takim razie dlaczego nam pan nie wspomniał o cmentarzu? – spytał Pedro przyjaźnie.
Mężczyzna zrobił przepraszającą minę, ale wzruszył ramionami.
– Po prostu o nim nie pomyślałem. To przecież… nic nie jest.
– I tu się, mój chłopcze, bardzo mylisz – rzekła Unni po norwesku.
Przed rozstaniem chcieli wywołać zdjęcia. Pedro bowiem miał – wracać do Madrytu, reszta jechała do Norwegii. W Bilbao zamówili więc po kilka normalnych kopii każdego ujęcia oraz po jednej kopii w dużym formacie.
