
– Oni, powiadasz? – zdziwił się Antonio. – Było ich wielu?
– Niespecjalnie – odparł Pedro. – Zaledwie jedna wątła linia, która roztopiła się w coraz bardziej pospolitych nazwiskach.
– Ha! – rzekł Morten, kiedy rozmowa telefoniczna dobiegła końca. – Jeśli ja, Andersen, wnuk pani Hansen, zdołałbym odtworzyć dzieje mojego rodu aż do przodków, którzy nosili nazwisko de Navarra, to znaczy, że wszystko jest możliwe!
– Świetnie! W takim razie Jordi zajmie się rodem don Galinda i spróbuje odnaleźć jego ostatniego potomka.
– Pedro zaś mógłby odnaleźć ostatniego z rodu don Federica! – zawołał Morten rozochocony.
Zaraz umilkł i patrzył zmieszany na swoich towarzyszy.
– Z czego się śmiejecie?
– Bo Pedro jest jego ostatnim potomkiem, ty mój nieprzeciętnie inteligentny wnuku – roześmiała się Gudrun.
– No tak, oczywiście – zachichotał Morten sam z siebie. – Ale, rany boskie, ja przecież nie znam hiszpańskiego – zmartwił się.
– To nie będzie potrzebne. Pedro prześledził dzieje rodu aż do Szwedów, Perssona i Nilssona. Ze Skanii. Życzę powodzenia – zakończył Antonio krótko.
Morten pacnął się dłonią w czoło i jęknął.
– Pospolite nazwiska w Skanii, ciekawe jakie to?
– Zgaduj!
– No trudno, na szczęście Skania nie jest taka wielka – ciągnął Morten optymistycznie.
Unni wtrąciła złośliwie:
– Jeśli uważasz, że skański łatwiej zrozumieć niż hiszpański, to…
– Ech, mieszkało się przecież na zachodnim wybrzeżu Norwegii, bywało w Sogn, tamtejsze dialekty też nie są łatwe. Kaszka z mlekiem! Niech no tylko Pedro da mi informacje, to natychmiast ruszam w drogę. Mogę zabrać ze sobą Monikę?
