
Gabriel przykucnął ze swobodą człowieka, który jest przyzwyczajony do obecności trupów. Zwłoki należały do mężczyzny o drobnej posturze i gęstych śnieżnobiałych włosach; miał metr pięćdziesiąt wzrostu, nie więcej. Jego głowa spoczywała na prawym policzku. Pod warstwą krwi Gabriel dostrzegł kanciastą szczękę i delikatne kości policzkowe. Wszystko wskazywało na to, że nieznajomy otrzymał jeden postrzał, a kula przebiła lewe oko i wyszła z tyłu czaszki. Sądząc po wielkości otworu wylotowego, mężczyznę zastrzelono z pistoletu lub rewolweru dużego kalibru. Gabriel podniósł wzrok i ujrzał rozbite od kuli lustro nad dużym kominkiem. Sądził, że starszy pan nie żył od kilku godzin.
Wiedział, że powinien zadzwonić na policję, lecz wyobraził sobie całą sytuację z jej perspektywy. Cudzoziemiec w domu bogatego bankiera, zwłoki z przestrzeloną głową. W najlepszym wypadku Gabriel zostałby zatrzymany w celu przesłuchania. Na to nie mógł sobie pozwolić.
Spojrzał na Rafaela. Wspaniały obraz: piękny młodzieniec widziany z półprofilu, zmysłowo oświetlony. Gabriel domyślał się, że dzieło powstało podczas pobytu Rafaela we Florencji, zapewne między 1504 i 1508 rokiem. Szkoda, że wynikła sprawa staruszka. Konserwacja takiego płótna byłaby prawdziwą przyjemnością.
Cofnął się do przedpokoju, przystanął i spojrzał pod nogi. Na marmurowej podłodze widniały ślady jego butów. Nic nie mógł z tym zrobić. Nauczono go, że w takich okolicznościach trzeba szybko się oddalić, nie zwracając uwagi na ewentualny bałagan lub hałas.
Wziął walizkę i wyszedł na dwór. Padało jeszcze mocniej.
Szedł szybko, aż w końcu dotarł do większej ulicy: Krahbuhlstrasse. Tramwaj numer sześć sunął zboczem wzgórza. Gabriel podążył w stronę najbliższego przystanku, pamiętając o tym, aby nie biec, i wskoczył do pojazdu…
