Koperta leżała w dużej szklanej misie na starym, rzeźbionym stoliku u stóp schodów. List zaadresowano do signore Delvecchio, gdyż tak brzmiało jedno z fałszywych nazwisk Gabriela. Podniósł kopertę i rozdarł ją palcem wskazującym. Czysty, szarawy papier listowy, bez nagłówka. Pismo staranne, brak podpisu. Gabriel uniósł przesyłkę do nosa. Bez zapachu.

Zaczął czytać. Obraz wisiał w salonie: Rafael Portret młodzieńca. Pokój zarezerwowano w Dolder Grand Hotel, mniej więcej półtora kilometra od willi, po drugiej stronie Zurichbergu. W lodówce znajdowało się jedzenie. Właściciel planował powrót do Zurychu następnego dnia. Byłby ogromnie wdzięczny, gdyby signore Delvecchio z miejsca przystąpił do pracy.

Gabriel wsunął list do kieszeni. Zatem Rafael. To jego drugi w życiu. Pięć lat temu przeprowadzał konserwację małego płótna o tematyce religijnej – Madonny z Dzieciątkiem – nawiązującego do słynnej kompozycji Leonarda. Zaswędziały go koniuszki palców. Trafiła mu się wspaniała okazja. Cieszył się, że przyjął tę pracę, bez względu na nietypowe zachowanie właściciela.

Minął korytarz i wszedł do dużego pokoju. Panował w nim mrok, nie paliły się światła, a ciężkie zasłony były starannie zasunięte. Zrobił kilka kroków. Nagle pod butami poczuł wilgoć. W powietrzu unosił się słony, żelazisty zapach. Tę woń Gabriel już znał. Schyliwszy się, dotknął palcami dywanu i przysunął dłoń do oczu.

Stał w kałuży krwi.


Spłowiały orientalny dywan był bardzo stary, podobnie jak spoczywający na jego środku mężczyzna. Leżał twarzą do dołu, z wyciągniętą przed siebie prawą ręką. Miał na sobie niebieski blezer z podwójnym rozcięciem w dolnej części pleców, mocno wytarty z tyłu, do tego szare flanelowe spodnie oraz buty z brązowego zamszu. Obcas i podeszwa prawego buta były pogrubione. Spodnie podwinęły się nieco, ukazując fragment łydki. Skóra wyglądała wstrząsająco biało, niczym goła kość. Skarpetki były nie do pary.



14 из 271