Na bladożółtym kamieniu jakiś grafficiarz wymalował ostrzeżenie: “TURYŚCI, UWAGA! NIE JESTEŚCIE JUŻ NA TERYTORIUM HISZPANII! TO JEST PAŃSTWO BASKÓW!”. Anglik czuł się swobodnie. Nawet jeśli separatyści obraliby go sobie za cel, nie wątpił, że sam sobie da radę.

Utkwił spojrzenie w drzwiach wejściowych do banku. Za kilka minut kasjer Felipe Navarra wyjdzie na południową przerwę. Jego koledzy byli przekonani, że chodzi do domu na lunch i sjestę z żoną. Jego żona nie wątpiła, że potajemnie spotyka się ze swoimi politycznymi sprzymierzeńcami baskijskimi. W rzeczywistości jednak Felipe Navarra kierował się do kamienicy na starówce, nieopodal Plaza de la Virgen Blanca, gdzie spędzał popołudnie z kochanką, piękną, czarnowłosą dziewczyną o imieniu Amaia. Anglik wiedział o tym, gdyż od prawie tygodnia uważnie obserwował Navarrę.

Kwadrans po pierwszej Navarra wyszedł z banku i podążył na stare miasto. Anglik zostawił na stole garść peset, wystarczająco dużo, aby uregulować należność i jeszcze obdarować kelnera hojnym napiwkiem, po czym dyskretnie ruszył za kasjerem. Wchodząc na zatłoczoną ulicę przy bazarze, starał się zachowywać bezpieczny dystans. Nie było potrzeby zbytnio się zbliżać. Anglik dobrze wiedział, dokąd zmierza jego ofiara.

Felipe Navarra nie był zwykłym urzędnikiem państwowym. Należał do aktywnych agentów operacyjnych Euskadi Ta Askatasuna (Baskijska Ojczyzna i Wolność), lepiej znanej jako ETA. Pełnił w niej funkcję uśpionego komandosa. Prowadził normalne życie, miał zwykłą pracę, a rozkazy otrzymywał od anonimowego dowódcy. Rok wcześniej skierowano go do zamordowania młodego oficera Guardii Civil. Pechowo dla Navarry, ojciec oficera – świetnie prosperujący producent wina – dysponował ogromnymi pieniędzmi i mógł je przeznaczyć na poszukiwania mordercy syna. Część tych oszczędności znajdowała się już na szwajcarskim rachunku bankowym Anglika.



17 из 271