Uniosła broń. Była to ulubiona strzelba jej męża: wspaniała robota, ręcznie wykonana dla niego przez mistrza rusznikarstwa z Mediolanu. Już nigdy z niej nie skorzysta. Ta myśl sprawiła jej satysfakcję. Pomyślała o Annie. Nie obudź się, Anno. Śpij, kochanie.

Potem weszła do dołu, położyła się na plecach, wsunęła koniec lufy w usta i pociągnęła za spust.


Dziewczynę zbudziła muzyka. Nie rozpoznała tego utworu i zastanawiała się, jak udało mu się dotrzeć do jej umysłu. Przez chwilę dźwięki rozbrzmiewały w jej głowie serią nut, spokojnie cichnąc. Nie otworzywszy oczu, wyciągnęła rękę i przeszukała fałdy pościeli, dłonią natrafiając na leżący kilka centymetrów od niej instrument. Przesunęła palcami po wąskiej talii, smukłej, wytwornej szyjce, ku pełnej gracji krzywiźnie ślimaka. Ubiegłej nocy się kłócili. Teraz nadeszła pora, aby zapomnieć o dzielących ich różnicach i zawrzeć pokój.

Lekko wstała z łóżka i włożyła szlafrok. Czekało ją pięć godzin ćwiczeń. Trzynaście lat, czerwcowy, skąpany w słońcu poranek… a ona właśnie tak musiała spędzić ten dzień i każdy inny tego lata.

Rozciągając mięśnie karku, wyglądała przez okno na skąpany w kwiatach ogród. Przed jej oczyma rozpościerał się melanż wiosennych barw. Za ogrodem wyrastało strome zbocze doliny. Wokół piętrzyły się spowite śniegiem szczyty gór, połyskujące w jaskrawym słońcu. Przycisnęła skrzypce do szyi, gotowa do odegrania pierwszej etiudy.

Wtedy dostrzegła coś w ogrodzie: pagórek z ziemi i podłużny, płytki dół. Ze swojego punktu obserwacyjnego w oknie widziała fragment białej tkaniny w wykopie oraz blade dłonie ściskające lufę strzelby.



2 из 271