
Była to oczywiście przesada, ale jemu moneta jawiła się jako rozwiązanie wszelkich problemów, kładące kres upokorzeniom i marnemu życiu.
Całkiem zapomniał o młodym Possem. Oczy zapatrzone w pieniądz niemal wyszły mu z orbit.
– Skąd to masz, co? – zapytał ochrypłym z wrażenia głosem. Nie mógł oderwać wzroku od monety, w koniuszkach palców odczuwał mrowienie.
– To moje – powiedziała Tula.
– Daj mi to!
Przemówił głosem tak schrypniętym, że z trudem dało się rozróżnić słowa. Ta mała gówniara stanowi jedyną przeszkodę w uzyskaniu wiecznego szczęścia. Nie ma nic prostszego niż…
W chwili gdy znalazł się niebezpiecznie blisko Tuli, dziewczynka zawołała:
– No to ją sobie weź!
Cisnęła monetę w sam środek głębokiego zbiornika, pełnego bagnistej, falującej masy, zeskakując jednocześnie w bezpieczne miejsce, z dala od jego wyciągających się ku niej rąk.
Olle-Drań zawył z przerażenia. Pieniądz! Mógł zniknąć! To niemożliwe! Niemożliwe! Niemożliwe! Niemożliwe!
Bogactwo! Cudowne próżniacze życie odpływało i tonęło w brunatnej mazi. Nadal jeszcze widział błysk złota, moneta ciągle unosiła się na powierzchni, ale już zaczynała opadać i niedługo, niedługo…
Niewiele się namyślając, Olle-Drań wspiął się na barierkę i skoczył do zbiornika, starając się znaleźć jak najbliżej środka. Było to podczas wiosennej odwilży i zbiornik pełen był po brzegi zgromadzonego przez zimę właśnie stopniałego nawozu, cuchnącej, przelewającej się masy. Ale Olle, jedną tylko myślą opętany, parł naprzód, pokonując kilka łokci dzielących go od upragnionego celu. Jego dłoń triumfująco zamknęła się na monecie akurat w chwili, gdy już miała zniknąć mu z oczu. Nareszcie należała do niego!
A potem nagle wszystko stało się takie dziwne. W jednej chwili zrozumiał, że nie może dosięgnąć dna. Eee, to nic, jakoś się stąd wydostanie.
Paskudna breja! Że też wcześniej o tym nie pomyślał!
Ale miał pieniądz!
