
Myślą wracał do chwil upokorzenia, kiedy musiał żebrać i dopominać się o swe małżeńskie prawa, a później leżał w lodowatych, niemal trupich objęciach i słyszał, jak ona wzdycha z żalu nad sobą, niecierpliwie wyczekując końca. A potem oddała się w najbardziej bezwstydny sposób zwykłemu… włóczędze!
Kiedy niewierna żona mijała dwór Bergqvara, niosąc na plecach w zgrzebnym worku najpotrzebniejsze rzeczy, spostrzegła niedużą dziewczynkę, opartą o drzewo w alei. To Tula, wnuczka pisarza. Kapitanowej od razu przyszła na myśl jej własna córeczka, którą musiała opuścić. Może i jej mała będzie kiedyś równie słodka i pulchniutka jak Tula? Może będzie miała tak samo naiwne, szczere, lekko zdziwione spojrzenie?
Śliczne dziecko! Żal ścisnął serce kapitanowej. Jeszcze niżej pochyliła głowę.
Tula przyglądała się kobiecie opuszczającej wieś. Obojętnym wzrokiem śledziła zgarbioną postać, aż zniknęła jej z oczu.
Pomknęła potem aleją do domu, robiąc po dwa skoki na każdej nodze, aż tańczyły żółtozłote loki.
W następnej chwili nie pamiętała już o całej historii z żoną oficera.
Tula miała jeszcze jedną bardzo dobrą przyjaciółkę. Była nią jej druga babcia, jak nazywała Ebbę z Knapahult. Mama, Gunilla, opowiadała jej, że wychowała się właśnie w domu Ebby, ale ani Ebba, ani Siri nie była jej prawdziwą matką. Prawdziwa babcia Tuli miała na imię Vibeke i umarła wiele, wiele lat temu.
Ebba nie mieszkała już w Knapahult, poślubiła jednego z mieszkańców innej części parafii. Ale Tula często ją odwiedzała i te wizyty dawały im obydwu wiele radości. Tuli bardzo podobał się sposób mówienia babci Ebby. Był prosty, bezpośredni, czasami surowy, a nawet grubiański. I babcia znała tyle ciekawych historii! Pewnie nie wszystkie były prawdziwe, ale mała Tula dzięki nim sporo się dowiedziała o mężczyznach i o tym, do czego są zdolni.
Na szczęście nikt w domu nie domyślał się nawet, jakie nauki pobierała u Ebby!
