– Ale… eee… – zaczął Erland, który nie grzeszył bystrością, był za to prostoduszny i naiwny. – Ale to przecież nie jest prawda!

– Ach, przysięgam na zbawienie mojej duszy…

– Nie wolno tak mówić – odparł Erland śmiertelnie poważnie. – Przecież widziano, jak pani podskakiwała na tym człowieku. To raczej on został zgwałcony.

Mocno pobladła dama nerwowo wykręcała dłonie.

– Ach, najmilszy, tak cię proszę! Czy nie możesz powiedzieć mojemu mężowi, zanim przyjdzie do domu, że to nie była moja wina?

– Ja nigdy nie kłamię – skłamał Erland. – Ale mogę prosić pani męża, by okazał wyrozumiałość. Kiedy krowy nachodzi chcica, nie można sobie dać z nimi rady, dopóki nie poczują byka, dobrze o tym wiem. A kiedy kobietę przyciśnie, to musi posmakować chłopa, takie jest już prawo natury, moja pani. A że małżonek tak długo jest poza domem, nie dziwota, że zaczęło korcić. Poproszę kapitana, by miał to na względzie, kiedy wróci do domu. Powiem też, żeby był dobry dla dziewczynki, bo ona przecież nie prosiła się na świat. I to w taki pożałowania godny sposób, spłodzona w nierządzie, w stajni!

Pani oficerowa miała wielką ochotę wymierzyć bezwstydnemu prostakowi policzek, nie mogła sobie jednak na to pozwolić, zamiast tego powiedziała uniżenie:

– Dziękuję, łaskawy sierżancie Backe, nigdy ci tego nie zapomnę!

Gdyby mogła, zemściłaby się za wszystkie upokarzające słowa. Zwykły sierżant z nędznej chłopskiej zagrody pouczał żonę kapitana! To… to wprost nie do pomyślenia!

Zaraz jednak przypomniała sobie o swej sytuacji i żywym dowodzie niewierności, który leżał w kołysce w domu, odeszła więc ze spuszczoną głową.

Wstawiennictwo Erlanda niewiele pomogło. Kapitan wrócił do domu, parskając złością niczym rozjuszony byk.

Dziewczynce pozwolił zostać, zwłaszcza że Erland tak pięknie za nią prosił, a poza tym kapitan nie miał własnych dzieci. Znalazł dziarską gospodynię, która ugodziła się do opieki nad małą. Żonę jednak wypędził; na nic się zdały prośby i błagania, nie chciał jej więcej widzieć na oczy.



17 из 190