Jako dziedziczka ciekawego zestawu genów po ojcu Chińczyku i matce Amerykance, Vanessa była całkiem przystojną osóbką. Wzrostu nieco mniej niż średniego, brązowooka, z czarnymi włosami i lekko zadartym noskiem. Skośne oczy i wydatne kości policzkowe tylko dodawały jej uroku. Miała dwadzieścia cztery lata, z czego trzy i pół spędziła, służąc w policji. Oprócz tego trenowała karate i – o dziwo – taniec towarzyski. Ale to nie ma nic do rzeczy.

Hubaksis miał rację, gdy sugerował, że narzędzia Kreola są przechowywane gdzie indziej z powodu ich wysokiej ceny. A dokładniej, wyższej niż pozostałych rzeczy. Trumnę, szkatułkę, tabliczkę z zaklęciami i jeszcze nieco innego śmiecia znalezionego w pobliżu mogiły, pozwolono profesorowi Greenowi zabrać do domu, ale co do pozostałych przedmiotów, obowiązywał kategoryczny zakaz wynoszenia ich poza chroniony teren. Widocznie obawiano się, że profesor wydłubie sobie jakiś kamyczek na pamiątkę.

Vanessa zauważyła Andromalisa akurat wtedy, gdy wydobywał ostatni przedmiot – magiczną laskę. Demon stał zwrócony do niej twarzą, dlatego nie zauważyła ukrytego z tyłu ogona. Rogi oczywiście dostrzegła, ale sądziła, że to jakiś nowomodny pomysł punków, coś jak kolczyk w nosie, albo fryzura na Irokeza.

– Stój, bo strzelam! – krzyknęła zdenerwowana Vanessa, wyciągając pistolet.

Demon zamarł bez ruchu. Naturalnie, szykował się po prostu do przeskoku w przestrzeni, ale policjantka doszła do w pełni uzasadnionego wniosku, że wystraszył się pistoletu.

– Nie ruszaj się! – powtórzyła nieco ciszej. – No już, odłóż tę lagę!

Andromalis nie zareagował. Vanessa pomyślała, że osłupiał ze strachu i zdecydowanie ruszyła w jego stronę, starając się wyrwać mu laskę. Jak okazało się sekundę później, był to poważny błąd…

– Co ty mi tu przytaszczyłeś, pomiocie Lengu?! – Kreol uniósł ręce ku górze.



18 из 189