– Sto ekcji… To długo… – westchnął.

– Nie sto, a tylko osiemdziesiąt trzy – poprawiła go dama. – Nie ma powodu, byś spał aż tak długo – może się zdarzyć, że przez ten czas umrę nawet ja. Okres, wymieniony w twoim kontrakcie, jest w pełni wystarczający.

– Mimo wszystko, to bardzo długo. Świat bardzo się zmieni… Wszyscy, których znam, umrą… prawie wszyscy. Będę sam… całkiem sam…

– A dlaczego miałbyś nie zabrać ze sobą tego jednookiego stworzenia, które tak obrzydliwie się ślini, widząc mnie bez odzienia?

– Ajza-Szi? – zdziwił się Kreol, z trudem przypominając sobie imię swego niewolnika kąpielowego.

Oprócz kąpielowych, mag był jedyną osobą, jaka miała możliwość zobaczyć przepięknego gościa nago. Ajza-Szi został pozbawiony męskiej dumy, zanim jeszcze zaczął się na dobre rozwijać. Do tego rzeczywiście był jednooki. – Do czego może mi się przydać?

– Nie, przyjacielu, oczywiście nie miałam na myśli tego bezmózgiego eunucha. Mówiłam o twoim dżinnie. Nazywa się Hubaksis, nieprawdaż?

– A, on… – Kreol skrzywił się.

Mag sam nie pojmował, dlaczego do tej pory nie pozbył się Hubaksisa. Korzyści, jakie przynosił, były niewielkie w porównaniu z umiejętnością doprowadzania ludzi do białej gorączki. Każdy na miejscu Kreola dawno już odprawiłby dżinna z powrotem do jego świata, na spotkanie z wyrokiem śmierci. W ten sposób pogodziłby się też z Wielkim Chanem – lepiej nie mieć za wroga władcy dżinnów.

– Nie zajmie dużo miejsca – uśmiechnęła się Najpiękniejsza. – Nie trzeba będzie nawet uwzględniać go w zaklęciu. Dżinny potrafią samodzielnie pogrążać się w śpiączce.

– Wiem. – Kreol zmarszczył się z niezadowoleniem. – Dobrze, zrobię tak, jak mówisz. Sądzę, że trzeba będzie zbudować grobowiec… porządny grobowiec…



9 из 207