
Gabriel uniósł brew.
— Czy masz aż tak pilną sprawę?
— To zależy, jaka jest twoja definicja „pilności”. Możemy pójść teraz na przyjęcie, jeśli chcesz.
— Weź mnie pod rękę.
— Z przyjemnością.
Powędrowali korytarzem. Freski na ścianach przedstawiały przezroczyste niebieskie morze, w którym swawoliły złociste, białe i ciemnoniebieskie delfiny. Ciepły perski wiatr przyniósł świeży zapach cyprysów. Panowała tutaj jesień i w pewien sposób to wrażenie zostało przeniesione do oneirochrononu. Pracowali tu świetni programiści.
Pan Wengong zatrudniał tylko najlepszych.
— Chciałam ci po prostu podziękować — rzekła Akwasibo. — Sądzę, że ze wszystkich Aristoi ty nauczyłeś mnie najwięcej.
— Byłem wtedy strasznie niedoświadczony. Na litość boską, miałem poniżej trzydziestki, a więc niewiele więcej lat niż ty.
— Uczyłeś mnie, ucząc się sam. Ale minęło ponad czterdzieści lat, nim rzeczywiście potrafiłam wszystko zastosować w praktyce.
— Popełnisz jednak znacznie mniej błędów niż ja.
— Mogę jedynie stwierdzić, że prawdopodobnie nie będą to te same błędy.
Usłyszeli pneumatyczne kuranty, a potem zabrzmiał nierealny dźwięk fletu. Gabriel i Akwasibo skręcili do Apadany, wielkiej sali Dariusza I.
Ponad miastem-snem zawisł księżyc-sen. Pół tarczy na lekko niebieskim niebie. Rzeczywisty księżyc, służący jako model, od dawna był bardziej Zrealizowany niż większość innych miejsc. Jego wnętrze, cząsteczka po cząsteczce, przetransformowano w olbrzymią bazę danych, jedną z wielu, z których składał się Hiperlogos, wszechświatowy bank danych. Z wyjątkiem części zamkniętej Pieczęcią Aristoi, prawie wszystkie bity i bajty były powszechnie dostępne — to właśnie przyczyniło się do utrzymania pokoju w Logarchii w stopniu większym niż jakiekolwiek, zastosowane w historii, rozwiązania inżynierii społecznej.
— Jestem trochę zdenerwowana — wyznała Akwasibo. — Co się dzieje na takich przyjęciach?
