
Powoli, przez wiele dni przywracano Galianie temperaturę ciała nieco poniżej normalnej. Równocześnie zespół Skade monitorował agresora, ale ten nie wykazywał zmian, nawet gdy pozostawione jeszcze implanty Galiany zaczęły się rozgrzewać i podjęły współpracę z tającą tkanką mózgową.
Może jednak zwyciężymy? — myślała Skade z nadzieją.
Jak się okazało, prawie się nie myliła.
* * *
Usłyszała głos. Głos człowieka, kobiety, pozbawiony barwy — lub raczej mający boski brak barwy — takie głosy miały na ogół źródło w jej czaszce. Natomiast ten głos powstał w ludzkiej krtani i rozszedł się w powietrzu, przez kilka metrów, po czym został zdekodowany przez ludzki układ słuchu, gromadząc po drodze wszelkiego rodzaju drobne usterki. Już bardzo dawno nie słyszała takich głosów.
— Witaj, Galiano — powiedział głos.
— Gdzie jestem?
Nie dostała odpowiedzi. Po kilku chwilach głos dodał uprzejmie:
— Jeśli możesz, również musisz mówić. Wystarczy, że spróbujesz uformować dźwięki, a trał zrobi resztę: odbierze intencję przesłania sygnałów elektrycznych do krtani. Ale samo pomyślenie odpowiedzi nie załatwi sprawy, gdyż nie ma bezpośrednich połączeń między twoim umysłem a moim.
Wydawało się, że słowa napływają przez całą wieczność. Gdy ktoś przez kilka wieków posługiwał się linkami neuralnymi, język mówiony wydawał mu się strasznie powolny i liniowy, choć składnia i gramatyka były znajome.
