
Wygenerowała intencję mowy i usłyszała rozbrzmiewający swój własny głos, wzmocniony.
— Dlaczego?
— Później do tego przejdziemy.
— Gdzie jestem? Kim ty jesteś?
— Jesteś bezpieczna i zdrowa. W domu. Znów w Matczynym Gnieździe. Odzyskaliśmy twój statek i ożywiliśmy cię. Nazywam się Skade.
Galiana zdawała sobie sprawę tylko z istnienia stojących nad nią mglistych postaci, ale teraz pomieszczenie pojaśniało. Leżała na plecach, pod pewnym kątem do poziomu. Znajdowała się w kasecie bardzo podobnej do kasety zimnego snu, ale pozbawionej pokrywy, i twarz miała wystawioną na wolne powietrze. W polu widzenia postrzegała pewne obiekty, ale nie mogła poruszyć żadną częścią ciała, nawet oczami. Rozmazana postać pojawiła się przed nią, pochyliła nad otwartą paszczą kasety.
— Skade? Nie pamiętam cię.
— Nie możesz mnie pamiętać. Stałam się Hybrydowcem dopiero po twoim odlocie.
Cisnęło się tysiące pytań, wymagających odpowiedzi, ale Galiana nie mogła ich wszystkich zadać jednocześnie, zwłaszcza używając tego niezgrabnego, przestarzałego systemu łączności. Od czegoś jednak należało zacząć:
— Jak długo byłam nieobecna?
— Sto dziewięćdziesiąt lat, prawie co do miesiąca. Wyruszyłaś…
— W 2415 roku — odparła szybko Galiana.
— Tak, a teraz mamy 2605.
Było wiele rzeczy, których Galiana sobie natychmiast nie przypomniała, oraz wiele takich, których nie chciałaby pamiętać. Zasadnicze sprawy były jednak jasne. Dowodziła wyprawą trzech statków z Matczynego Gniazda. Miały się zapuścić poza granice zmapowanego przez ludzkość kosmosu, zbadać nieodwiedzone planety i poszukać złożonych form obcego życia. Gdy do statków dotarła wiadomość o wybuchu wojny, jeden z nich zawrócił do domu, a pozostałe dwa kontynuowały podróż, oblatując wiele nowych układów słonecznych.
