
Galiana mogła na to zareagować tylko w jeden racjonalny sposób. — Nie!
— Bardzo ci współczuję — powiedziała Skade. Jej grzebień błysnął ultramaryną. — Bardzo żałuję, że to się stało. Byli dla nas wartościowymi aktywami.
— Aktywami?
Skade musiała odczuć wściekłość Galiany.
— Chodzi mi o to, że ich kochano. Wszyscy rozpaczaliśmy po ich stracie.
— Więc mi to udowodnij. Otwórz swój umysł. Znieś zapory. Chcę w to wniknąć.
Skade stała obok kasety.
— Dlaczego, Galiano?
— Ponieważ dopóki w to nie wniknę, nie będę pewna, czy mówisz prawdę.
— Nie kłamię — oznajmiła Skade łagodnie. — Ale nie mogę pozwolić, by nasze umysły rozmawiały. W twojej głowie coś jest. Nie rozumiemy, co to takiego, ale wiemy, że jest to prawdopodobnie obce i prawdopodobnie wrogie.
— Nie wierzę…
Teraz ciśnienie za oczami stało się bardzo dotkliwe. Galiana miała parszywe wrażenie, że odsunięto ją, stłamszono, upchano w mały, nieskuteczny zakątek jej własnej czaszki. Coś niewyobrażalnie złego i pierwotnego przejęło gospodarstwo, przycupnąwszy za jej oczami.
Usłyszała swoją mowę:
— Masz na myśli mnie?
Skade tylko nieznacznie drgnęła. Galiana podziwiała u niej zimną krew Hybrydowca.
— Może. A kim ty właściwie jesteś?
— Mam tylko takie imię, jakie mi ona nadała.
— Ona? — spytała Skade z rozbawieniem, ale jej grzebień migotał jasnozielono, świadcząc o przerażeniu, choć głos miała spokojny.
— Galiana — opowiedziała istota. — Nim ją przejąłem. Nazwała nas… mój umysł… wilkami. Opanowaliśmy jej statek po zniszczeniu tamtego drugiego statku. Z początku niezbyt pojmowaliśmy, czym oni są, ale potem otworzyliśmy ich czaszki i wchłonęliśmy ich centralny układ nerwowy. Dzięki temu wiele zrozumieliśmy: jak myślą, jak się komunikują, co zrobili ze swoimi mózgami.
Galiana próbowała się poruszyć, choć Skade już przedtem wprowadziła ją w stan paraliżu. Usiłowała krzyknąć, ale wilk — bo tak go nazwała — przejął całkowitą kontrolę nad jej głosem.
