
— Przepraszam za opóźnienie, ale znów mieliśmy problemy z routerem sieciowym — powiedziała zakonnica. — Najpierw formalności: jestem siostra Amelia i chciałabym potwierdzić, że ciało… zamrożony człowiek… pod opieką panny Bax to tymczasowa i ukochana własność Hospicjum Idlewild i Świętego Zakonu Lodowych Żebraków, a panna Bax ma go nam jak najszybciej dostarczyć…
— Ale ciało jest martwe — stwierdził proksy.
Siostra kontynuowała:
— …i bylibyśmy wdzięczni, gdyby władze się w to jak najmniej mieszały. Już poprzednio kilkakrotnie korzystaliśmy z usług panny Bax i zawsze byliśmy bardzo zadowoleni ze sposobu, w jaki wypełnia powierzone zadania. — Żebraczka uśmiechnęła się. — Jestem pewna, że Konwencja Ferrisvillska docenia potrzebę dyskrecji w tej sprawie. Chodzi przecież o naszą reputację.
Wiadomość się skończyła i siostra Amelia zniknęła. Antoinette wzruszyła ramionami.
— Widzisz, cały czas mówiłam prawdę.
Proksy patrzył na nią jednym ze swoich osłoniętych czujników.
— Coś mi się tu nie zgadza — oznajmił. — Ciało w kasecie jest z medycznego punktu widzenia martwe.
— Słuchaj, mówiłam już, że kaseta jest stara. Odczyty są nie prawidłowe, i tyle. Chyba nie jestem taka głupia, żeby wozić trupa w kasecie zimnego snu.
— Jeszcze z panią nie skończyłem.
— Może nie, ale w tej chwili skończyłeś. Słyszałeś, co powiedziała miła pani Żebraczka. „Jak najszybciej dostarczyć”. Przyznasz, że sformułowała to oficjalnie i zdecydowanie? — Antoinette wyciągnęła rękę i zamknęła pokrywę na panelu wskaźników.
— Nie wiem, co pani knuje, ale obiecuję, że do tego dojdę — oznajmił proksy.
Uśmiechnęła się.
— Znakomicie. Dziękuję. Miłego dnia. I spieprzaj z mojego statku.
* * *
Jeszcze przez godzinę utrzymywała ten sam kurs, chcąc dać policji złudzenie, że leci do Hospicjum Idlewild.
