Jednak choć wynik konfliktu był teraz oczywisty, walki się jeszcze nie skończyły i Antoinette, jeśli się zagapi, łatwo może się stać ich ofiarą. A wtedy zbada dokładnie, jak precyzyjne są propagandowe sny. Rozmyślała o tym, wycofując się w kierunku Mandarynkowego Marzenia, największej jowiszopodobnej planety układu Eridani. Silniki „Burzyka” pracowały z maksymalną wydajnością i statek osiągnął przyśpieszenie trzech g. Gazowy gigant, ciężarny grawitacją, rysował się złowieszczą bladopomarańczową plamą. Przeciwintruzyjne satelity rozmieszczone wokół jowiszowca i ich kierunkowe sygnały już uczepiły się statku Antoinette i zaczęły bombardować go coraz groźniejszymi ostrzeżeniami.

To Rejon Sporny. Naruszasz…

— Panienko, jesteś pewna? Należy z szacunkiem zauważyć, że to nieprawidłowa trajektoria do wejścia na orbitę.

Skrzywiła się. Tylko na tyle mogła się zdobyć przy trzech g. — Wiem, Bestio, ale jest powód. Nie zamierzamy wejść na orbitę. Wchodzimy w atmosferę.

— Panienko… w atmosferę?

— Właśnie.

Niemal słyszała, jak wyskakują czpienie, gdy zaśniedziałe subrutyny uruchamiały się pierwszy raz od dziesięcioleci. Podosoba Bestii leżała w chłodnej cylindrycznej komorze o rozmiarach hełmu skafandra kosmicznego. Antoinette widziała ją dwukrotnie, podczas gruntownego przeglądu i demontażu dzioba statku. Ojciec Antoinette w ciężkich rękawicach wyjął podosobę z zagłębienia i oboje przyglądali się jej z nabożnym podziwem.

— Powiedziałaś „w atmosferę”? — powtórzył Bestia.

— Wiem, że nie jest to zupełnie normalna procedura operacyjna — stwierdziła Antoinette.



34 из 394