
— Jesteś całkowicie pewna tego, co chcesz zrobić, panienko?
Antoinette wyjęła z kieszeni koszuli skrawek zadrukowanego papieru. Miał owalny kształt, poszarpane brzegi i skomplikowany wzór, narysowany jasnozłotym i srebrnym atramentem. Przesunęła palcami po tym strzępku, jakby był talizmanem.
— Tak, Bestio — odparła. — Nigdy niczego nie byłam tak pewna.
— Bardzo dobrze, panienko.
Bestia doszedł zapewne do wniosku, że dyskusja nic nie da, i zaczął przygotowania do lotu w atmosferę.
Schematy na panelu dowódcy ukazywały wciągające się wypustki i zaciski, luki, które rozwierały się i zasuwały, by zachować nienaruszalność kadłuba. Cały proces trwał kilka minut, a gdy się zakończył, „Burzyk” wyglądał tylko nieco bardziej aerodynamicznie niż przedtem. Niektóre z wystających elementów prawdopodobnie przetrwają lot w powietrzu, ale nadal pozostało kilka wypustek i zaczepów do dokowania, które ulegną zniszczeniu przy wejściu w atmosferę. Statek będzie musiał się bez nich jakoś obyć.
— Posłuchaj, gdzieś w tym twoim mózgu znajdują się procedury wejścia w atmosferę — powiedziała Antoinette. — Tata mi kiedyś o tym wspominał, więc nie udawaj, że o tym nie wiesz.
— Postara się zlokalizować odpowiednie procedury jak najszybciej.
— Dobrze — odparła Antoinette podbudowana na duchu.
— Ale czy mógłby zapytać jednak, dlaczego o potrzebie uruchomienia tych procedur nie wspomniano wcześniej?
— Bo gdybyś się domyślił, co zamierzam, miałbyś czas, żeby mi to wyperswadować.
— Rozumie.
— Nie obrażaj się. Byłam tylko praktyczna.
— Jak sobie życzysz, panienko. — Bestia milczał przez chwilę, na tyle długo, by Antoinette poczuła się nieprzyjemnie i miała wyrzuty sumienia. — Zlokalizowało się procedury. Zwraca się uwagę, że ostatnio używano ich sześćdziesiąt trzy lata temu, a od tamtego czasu dokonano pewnych zmian sylwetki, co może wpływać na efektywność…
