
W polu widzenia nikogo nie było.
Skade wyciągnęła całe swoje ciało z otworu i wydała myślowe polecenie zwieraczowi, by się zamknął; na ścianie został tylko ślad uszczelnienia, tak drobny, że niewidoczny. Tylko Skade wiedziała, gdzie znajdują się te otwory wejściowe, a one ujawniały się tylko przed nią. Nawet gdyby Clavain odkrył obecność ukrytych maszyn, żeby do nich dotrzeć, musiałby użyć brutalnej siły, a to by z kolei spowodowało ich samozniszczenie.
Statek nadal spadał swobodnie — Skade przypuszczała, że przysuwa się do wrogiego statku, za którym gonił. Nieważkość jej odpowiadała. Skade mknęła korytarzem, skacząc na czworakach od jednego punktu kontaktowego do drugiego. Ruchy miała tak precyzyjne i oszczędne, że czasami wydawało się, że sunie we własnej bańce grawitacyjnej.
[Skade, jakie wyniki?]
Nigdy dokładnie nie wiedziała, kiedy Rada Nocna wyskoczy w jej głowie, ale już od dawna nie reagowała zaskoczeniem na ich nagłe pojawianie się.
Problemów nie ma. Nawet nie zaczęliśmy się dogrzebywać do tego, co ta maszyna potrafi, ale dotychczas wszystko działa tak, jak przewidywaliśmy.
[Dobrze. Oczywiście pożądane byłyby wnikliwsze testy…]
Skade poczuła przypływ irytacji.
Już mówiłam. Należałoby dokonać starannych pomiarów, by wykryć oddziaływanie tych maszyn. To znaczy możemy przeprowadzić tajne testy pod płaszczykiem rutynowych operacji militarnych.
Skade wskoczyła na rozwidlenie i odbiła się w stronę mostku. Regulując chemię swojej krwi, zmusiła się do spokoju.
