
— Nie zawrócę — oznajmiła. — Ale obiecuję, że niczego nie ukradnę z planety. Nie zamierzam zbliżać się ani do waszych rafinerii, ani do innych tego typu instalacji. Nie otworzę nawet swoich czerpaków. Chcę tylko wlecieć i wylecieć, a potem już nie będę was niepokoić.
— Cieszę się, że to słyszę — odparła kobieta — ale problem polega na tym, że to nie mnie powinnaś się obawiać.
— A kogo?
Kobieta uśmiechnęła się przyjacielsko.
— Za tobą jest statek, którego chyba nawet nie zauważyłaś.
— Za mną?
— Masz pająki na ogonie.
I wtedy Antoinette zrozumiała, że jest w prawdziwych tarapatach.
DWA
Gdy uruchomił się alarm, Skade tkwiła wklinowana między dwie czarne zakrzywione masy maszynerii. Jeden z jej czułków wykrył zmianę w atakującej pozycji statku, wzmocnienie stanu gotowości bojowej. Nie była to może sytuacja kryzysowa, ale wymagała natychmiastowej reakcji.
Skade odłączyła swój kompnotes od maszynerii; pępowina z włókna optycznego trzasnęła jak bicz w obudowie kompnotesu. Skade przycisnęła do brzucha pustą płytkę kompnotesu — zgiął się i przyczepił do wyściełanej czarnej tkaniny kamizelki. Prawie od razu kompnotes zaczął przesyłać dane ze schowka na bezpieczną partycję długoterminowej pamięci Skade.
Skade przeczołgała się wąskim przesmykiem między częściami maszyny, wyginając się i wkręcając w najciaśniejszych miejscach. Po dwudziestu metrach dotarła do końca i wysunęła się częściowo przez wąski okrągły otwór, który przed chwilą otworzył się w ścianie. Zastygła bezgłośnie, bez ruchu, zniknęły nawet barwne fale na grzebieniu. Wiązki implantów w jej głowie nie wykryły innych Hybrydowców w promieniu pięćdziesięciu metrów i potwierdziły, że żadne urządzenie monitorujące w tym korytarzu nie zauważyło jej wynurzenia. Mimo to zachowywała ostrożność, zerkała w lewo i w prawo, jak kot zapuszczający się na nieznany teren.
