
Jesienią na zajęciach pojawi się tylko młodsza grupa. Oczywiście, jeżeli w ogóle będzie jakaś jesień...
- Ej, Chucherko, co się tam u was stało?
Ktoś chwycił Lidkę za rękaw; szarpnęła się, jakby uderzono ją prądem.
- Coś ty? - zdziwił się Sławek Zarudny.
Lidka wstrzymała oddech; serce waliło jej w piersi jak oszalałe.
- Więc co się stało?
- Szybę wybili... Już drugi raz.
- To te łobuzy z dwieście piątej szkoły. - Sławek spochmurniał. - Przedwczoraj Miszka oberwał po dziobie.
- No to teraz wy im obijcie dzioby.
Sławek się uśmiechnął.
- Widzicie ją, mądralę...
Ujął ją za rękę. Nie ścisnął mocno, tylko tak, leciutko:
- Jaką macie następną lekcję?
Lidka mimo woli rozejrzała się wokół, czy nie widać gdzieś Rysiuka prześmiewcy.
- Matematyka...
- A ja mam dyżur w muzeum... - oznajmił Sławek jakimś osobliwym tonem.
Z na poły otwartych drzwi klasy ciągnęło chłodem. Wybite okno pospiesznie zakrywano jakimś arkuszem kartonu.
- Słyszysz, Chucherko? W muzeum, będę kurze ścierał. Zwolnili mnie z wuefu.
- Winszuję - skwitowała Lidka.
Sławek lekko się zmieszał:
- No to... będziesz wiedziała, dokąd przyjść, jeżeli u was odwołają matematykę?
- Nie odwołają - dziewczyna wzruszyła ramionami. - Sam zobacz, ile pustych klas...
- No to sama sobie odwołaj...
Lidka uśmiechnęła się nie bez kpiny.
W grupie średniaków owszem, można było czasem opuścić lekcję. Ale nieobecność Lidki matematyczka zauważy natychmiast - puste miejsce w pierwszej ławce, pod samym nosem. Nawet gdyby Rysiuk niczego nie mówił, ale on oczywiście nie będzie milczał...
