Zabrzęczał dzwonek na lekcję i pojawiła się matematyczka, dzwoniąca kluczami niczym strażnik więzienny - na jej zajęcia oddano gabinet obrony cywilnej, zwykle zamknięty na trzy spusty. Znajdowały się w nim maski przeciwgazowe, akwalungi, rakietnice i inne drogie urządzenia, łakomy kąsek dla złodziejów. A kradzieże ostatnio stały się zjawiskiem powszechnym, nawet w liceum, pomimo nieustannych dyżurów milicji.

Uczniowie młodszej B korowodem ruszyli po schodach w górę, a spojrzenie matematyczki zatrzymało się na Lidce:

- Sotowa, przynieś, proszę, kilka kawałków kredy z magazynku, w gabinecie O.C. zawsze jej brakuje. Tylko szybko, na jednej nodze.

- Aha... - zgodziła się Lidka. - Zaraz...

Popłynęła pod prąd - koleżanki i koledzy z klasy szli w górę, ona w dół. Na drugie piętro, po nawoskowanym parkiecie, na prawo i prosto korytarzem - tam, gdzie obok pokoju nauczycielskiego i niewielkiego szkolnego muzeum, znajdował się magazynek.

Na widok zwykłego tu ruchu zapomniała o strachu. Nauczyciele wyglądali, jakby nic się nie stało; a znajome ściany zdawały się mówić: nic ci się nie stanie, bo nic ci się stać nie może. Świat jest niewzruszony... dopóki dorośli zachowują spokój.

Na chwilę wstrzymała oddech i zmusiła się do uśmiechu.

W drzwiach muzeum stał Sławek Zarudny. Gestem gospodarza kręcił kluczem nałożonym na palec. Ujrzawszy Lidkę, uśmiechnął się szeroko i chyba nawet poczerwieniał.

- Odwołali lekcję?

- Nie, przyszłam po kredę - odparła Lidka, nie patrząc mu w oczy.

Sławek pomarkotniał. Miał już prawie siedemnaście lat, ale do tej pory nie nauczył się ukrywania swoich uczuć.

- Posłuchaj, Chucherko, a może po lekcjach?

- Po lekcjach przyjdzie po mnie ojciec - Lidka zrozumiała, że przykro jej jest skwitować prośbę Sławka odmową. Sławek to dobry chłopak, kręcą się koło niego przynajmniej trzy dziewczyny i każda z nich na miejscu Lidki natychmiast zapomniałaby o matematyce.



11 из 457