
- Co ty tu robisz?
Niespodziewane pytanie prawie wytrąciło jej teczkę z rąk. Patrol wyrósł jak spod ziemi - dwaj żołnierze i oficer, uzbrojeni, w maskujących mundurach polowych.
- Co ty tu robisz, dziewczynko?
- Wagaruję - odpowiedziała Lidka cichutko.
Żołnierze wymienili spojrzenia. Uczciwa i szczera odpowiedź nastroiła ich mniej wrogo.
- Ogłoszono stan wojenny - ostrym głosem oznajmił oficer. - Dzieci powinny siedzieć po domach.
Lidka mocniej ścisnęła teczkę. Wargi zaczęły jej drżeć wcześniej, niż zrozumiała sens tego, co jej powiedziano.
- Jak to... co się...
- Chodź, szybko!
Ujęli ją pod łokcie i poprowadzili - nie za szybko, ale i tak co chwila się potykała. Ze strachu zatkało jej uszy.
Po betonowych schodkach wyciągnęli ją na nabrzeże - z kramów zostały tu tylko metaliczne szkielety, pod nogami szeleściły pomięte gazety i nikogo już tu nie było - ani handlarzy, ani spacerowiczów. Tylko same wojskowe samochody z siatkami na oknach. I ludzie z OP, z których co drugi miał radiotelefon. Składane anteny trzęsły się miarowo i wyglądały jak wąsiska karaluchów.
Był jeszcze Igor Rysiuk. Stał przylepiony do jednego z pojazdów i patrzył gdzieś w bok, jakby to wszystko go nie obchodziło.
- Ej, ty... to ta dziewczyna?
Rysiuk rzucił na Lidkę krótkie spojrzenie i natychmiast się odwrócił: - Ta.
- Ta, co opuszcza lekcje?
- Przeżywa osobisty dramat - odpowiedział Rysiuk, prawie nie otwierając ust. - Nieszczęśliwa miłość.
Ktoś zachichotał.
- No dobra, mały... wygląda na to, że nie kłamałeś. Dokąd was oboje odwieźć... może do punktu rozdzielczego?
- My niczego nie zrobiliśmy - odezwała się Lidka cienkim, nieśmiałym głosikiem.
