
- A jednak, nie wolno łazić, dokąd się chce... Adres?
- Co? - dość głupio spytała Lidka.
- Gdzie mieszkacie? Daleko?
- Na Kątowej...
Igor się nie odezwał. Mieszkał znacznie dalej, na Zielonej Górce.
- No dobra... Do Kątowej was podrzucimy, ale potem nigdzie mi nie łazić! Jasne?
Wspięli się do ciasnego wnętrza wozu w ślad za nieprzyjemnie i ostro pachnącym żołnierzem. Maszyna drgnęła - Igor i Lidka mimo woli objęli się rękoma.
- Czemu nie przyszłaś do szkoły? - zapytał Rysiuk kłótliwym szeptem.- Zarudny chodzi i nic...
- Odczep się...
- Czemu jesteś taka nieuprzejma?
- A czemu ty jesteś takim kretynem?
Gdzieś wyła syrena. Jej wycie najpierw narastało, trwało przez chwilę, a potem cichło, jakby się oddalała. Samochód z syreną pognał w przeciwnym kierunku - ku morzu.
- A w szkole, co było?
Rysiuk wzruszył ramionami.
- Alarm. Wszystkich odesłali do domów.
- A ty skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać?
- Skąd ci przyszło do głowy, że cię szukałem?
Lidka ugryzła się w język.
- Hej, dzieciaki - odezwał się kierowca. - Na Kątowej który numer?
- Dwadzieścia siedem - wymamrotała Lidka. - Obok domu towarowego.
Wóz wydostał się na ulicę i ruszył szybciej.
- Posłuchaj, Rysiuk...
Pytanie zamarło jej w krtani.
- Mryga! Dzisiaj? - drwiąco zapytał Igor. - A co z twoją ulubioną datą? Co z dziewiątym czerwca?
Lidkę ogarnęła fala gniewu. Nagle zapragnęła strzelić niewysokiego Igora w pysk, żeby ten jego krótko ostrzyżony kaczan walnął o burtę wozu.
- Nie bój się, to zwykły kryzys - uśmiechnął się Igor. - Jakiś wojskowy zamach stanu, czy coś w tym guście. Gdybyś się porządnie uczyła historii, to byś wiedziała, że kilka lat przed każdą apokalipsą następuje...
Wóz zahamował.
