
- No, niech mnie! - odezwał się ojciec.
- Samochód dają! - westchnęła mama.
Nagrodą był samochód, lśniący i okrągły niczym bombka na choinkę.
- A jakże, tylko dla swoich - stwierdził ojciec. - Wszystko pewnie z góry ukartowane!
Mama chrząknęła.
- A teraz - ciągnął prowadzący - drodzy zawodnicy, za trzydzieści sekund zadźwięczy sygnał rozpoczęcia! Wasz czas wynosi trzy minuty! Powinniście zrobić wszystko, żeby to na was patrzono! Dla wyrównania szans, zaczynacie w jednakowych strojach i żadne z was nie ma żadnych rekwizytów, takie są warunki konkursu! Każde z was przygotowało niespodziankę dla publiczności! A więc, zostało pięć sekund... trzy sekundy... start!!!
Lidka mimo woli pochyliła się ku przodowi. A było na co popatrzeć.
Światła w studio rozbłysły jaśniej. Sześć ciemnych sylwetek na chwilę zastygło w bezruchu; i wtedy rozległa się pieśń. Śpiewała kobieta - albo laborantka, albo nauczycielka tańca. Głos był silny, wysoki i balansował na krawędzi pisku; śpiewaczka - okazało się, że to owa dojrzała dama - podrygiwała na swojej kolumnie, zadzierając nogi ponad głowę. Nie, laborantka tego nie potrafi...
Śpiewającą nauczycielkę na sekundę oblał iskrzący się światłami deszcz spojrzeń. Ale trwało to tylko sekundę, dlatego, że druga dama poszła na całość - rozpruła błyskawiczny zamek swojego kombinezonu aż do samego pępka. Światełka spojrzeń zamigotały niepewnie - i dama, nie chcąc rozczarować widzów, zręcznie wysunęła się z kostiumu.
Laserowe punkciki zbiegły się w jednym miejscu czarnej, koronkowej bielizny.
- Wiesz, Lidka, poszłabyś spać - odezwał się ojciec znacząco.
- Mam już piętnaście lat - odgryzła się dziewczyna zwykłym, obojętnym tonem.
- Młodzieży, nie zostawaj w tyle! - zawołała prezenterka, którą zapał uczestników porwał do tego stopnia, że na chwilę zaczęła zachowywać się prawie naturalnie. - Dalejże! Eugeniuszu, Igorze, Aleksandrze! Jegorze, nie śpij!
