W pokoju panował półmrok, jedynymi źródłami światła był telewizor i stojąca lampa, pod którą usadowił się papa. Lidce zupełnie nie podobał się ten głupi program, ale lekcje miała już obrobione, rajstopy wyprane, kolację zjedzoną; znaczy, nadszedł czas, by się rozsiąść przed telewizorem i o niczym nie myśleć.

Odpoczynek.

- Zostały dwie minuty czasu! No, dalej, chłopaki!

Nauczycielka wciąż jeszcze śpiewała, zdzierając sobie struny głosowe. Potem rzuciła mikrofon, padła na brzuch, wygięła się i dotknęła pośladkami karku.

- Co za giętkość - odezwała się mama. - W jej wieku...

Kierowca tymczasem stanął na rękach, a artysta scenograf szczekał, po mistrzowsku naśladując buldoga. Dozorca z ogrodu zoologicznego naciągnął dolną wargę na nos, a nawet wyżej.

- To niesmaczne - oceniła mama.

Jeden z chłopców - chyba dmuchacz szkła - w żaden sposób nie mógł się włączyć do gry. Niezdecydowanie dreptał w miejscu, mruczał coś pod nosem i rozglądał się, jakby czekając na tramwaj. Nikt prawie na niego nie patrzył.

Najwięcej spojrzeń zgarniała laborantka. Jej bielizna leżała już na usianym świetlistymi punktami szczycie kolumny, a to, co wyłoniło się spod koronek, rzeczywiście było godne uwagi.

- To najłatwiejsze - mama ziewnęła. - W tym konkursie zawsze ktoś się rozbiera. Ale żeby tak zupełnie do naga...

- Zostało półtorej minuty! - zachęcił uczestników prowadzący.

Wyglądało na to, że nikt już nie odbierze zwycięstwa nagiej laborantce. Co prawda, tańczyła kiepsko - w czym wcale jej nie pomagały podskakujące opornie rozłożyste pośladki.

Sekundy biegły jedna za drugą. Wydmuchiwacz szkła, który pobladł i zsiniał, wciąż jeszcze mruczał coś pod nosem i dreptał w miejscu, ale pozostali uczestnicy konkursu wywijali koziołki, nadymali się, miauczeli, gryźli żyły, piszczeli i zwijali się w węzły. Laborantka szybko utraciła poklask publiczności - jej nagość zdążyła się już ludziom opatrzyć.



3 из 457