
Łański przyniósł płaską drewnianą skrzynkę, pokrytą popękanym, chropowatym lakierem. Staruszek długo głaskał chudymi, kościstymi palcami wieko skrzynki. Chciał ją otworzyć — nie mógł się zdecydować.
— Weź to — wyrzekł żałośnie. — Weź. Mnie już nie trzeba. No, bierz, bierz…
I dodał gniewnie:
— To są niezawodne narzędzia. Nie uznaję nowych wymysłów. Tych… dłut elektrycznych nawet nie brałem do ręki. Masz. A teraz idź sobie.
Czwarta Stacja Łączności Międzyplanetarnej znajdowała się na północy Europy — w Norwegii, na Przylądku Północnym. Sfatygowany już dwumiejscowy reaplan, wyjąc silnikami, płynął nad gęstą warstwą chmur. Pilot włączył automatyczny ster, mrugał do Łańskiego: „Jeszcze czterdzieści minut. Wynudzimy się!” — i zajął się ilustrowanym czasopismem.
Łański myślał o staruszku. Mistrz był wielkim artystą, lecz nigdy nie dość dobrze obeznany z problemem nauki i techniki. A mimo to dostrzegał coś, czego nie mógł zauważyć Łański. Nie orientował się jeszcze, o co właściwie chodzi, lecz wierzył mocno, że starzec rzeczywiście miał na widoku coś bardzo ważnego. Było mu przykro, Łański kochał naukę i jak mu się zdawało, znane mu były jej najnowsze osiągnięcia.
Pilot uchwycił ster. Silniki zaskowytały, ucichły. Reaplan, tnąc ze świstem powietrze, pomknął w dół.
— Spójrzcie, spójrzcie — zawołał pilot — już stacja! Wśród chmur wznosiła się czarna, zwężająca się ku górze Wieża. Chmury, jak fale, napierały na nią i sama wieża podobna była do latarni wśród rozkołysanego morza.
— Tysiąc siedemset metrów — powiedział pilot. — Na Wyspach Azorskich wyżej. Dwa tysiące sto. No, ale teraz proszę się trzymać. Lądujemy z wietrzykiem.
Reaplan dał nura w obłoki. W kabinie zrobiło się ciemno, automaty wyłączyły światło. Pilot nachylił się ku tablicy z przyrządami, wyciągnął szyję, po dziecinnemu zmarszczył wąski, orli nos. Przez chwilę trwał dziwny stan nieważkości, potem spotęgowane ciśnienie zasnuło wszystko czerwono — szarą mgłą. Rozległ się przenikliwy skowyt silników, a potem wszystko ucichło. Wzbijając słupy śnieżnej kurzawy, reaplan miękko wylądował na ziemi. Pilot uśmiechnął się, powiedział coś Łańskiemu i skierował maszynę pod szklany dach hangaru.
