
Babcia podeszła do niego i złapała go za ucho, tak jak zawsze postępowała z upartą Belindą wiele łat temu…
– Milcz, chłopcze! – syknęła przez zęby. – Ja zawsze mam rację, a tego okropnego bachora oddamy do domu dla takich i potem…
– Nic z tego nie będzie! – rozległ się spokojny głos od drzwi.
Odwrócili się oboje, Henning w dalszym ciągu z uchem boleśnie ściskanym palcami potwornej babci. Przy wejściu stała młoda kobieta o dość pospolitym wyglądzie, niezbyt zgrabna, ale o budzącym zaufanie spojrzeniu. Miała na sobie podróżne ubranie, a w ręku trzymała sporą walizkę.
– Wszystkiego już się dowiedziałam na podwórzu, Henning – oznajmiła. – Jestem Malin, twoja kuzynka ze Szwecji, ale musiałbyś się cofnąć niemal do Tengela Dobrego, żeby odnaleźć to pokrewieństwo. Jestem córką Christera i wnuczką niezwykłej Tuli. Byłam serdeczną przyjaciółką Sagi. Napisała mi wprawdzie, że nie będzie potrzebowała mojej pomocy, ale wywnioskowałam z tego jej listu, że chyba jednak sama nie da sobie rady. I przyjechałam. Jak widzę, w odpowiednim momencie.
Pani Lie i Henning słuchali całkowicie zaskoczeni. Ręka pani Lie opadła. Henning nie wiedział, co powiedzieć. Wobec tego Malin mówiła dalej:
– Nic nie będzie z zamiaru rozdzielenia dzieci, pani Lie. Zostaną tutaj w Lipowej Alei, z Henningiem, a ja zamieszkam z nimi i będę im pomagać. Poza tym musimy być na miejscu i czekać na rodziców Henninga.
Podbiegł teraz do niej i ukrył twarz na jej piersi.
– Panienka zamierza zagarnąć pieniądze, jak rozumiem – rzekła pani Lie cierpko. – I pozbawić mojego wnuka tego, co mu się należy!
– Nie rozmawiamy tu o pieniądzach, proszę pani. Mówimy o dwóch malutkich sierotach.
– O trzech – sprostowała pani Lie.
Henning zwrócił ku niej twarz, ale nie opuszczał bezpiecznej przystani w ramionach Malin.
– Nie! – krzyknął głośno. – Moi rodzice żyją! A Saga powiedziała, że jeśli Malin przyjedzie, to mam moją część podzielić na dwoje, pomiędzy nią i siebie. I tak zrobimy, bo Malin jest bardzo miła, tak powiedziała Saga, o!
