Henning nie bardzo pojmował, co babcia chciała przez to powiedzieć. On sam jest przecież dzieckiem Belindy i, jak sądził, nic mu nie brakuje. Ulvar zaś jest dzieckiem Sagi. Sagi ze Szwecji.

Chociaż są krewnymi, to prawda. Tyle że dość dalekimi. Wszyscy pochodzą z Ludzi Lodu, więc babcia ma pewnie rację. Choć niezbyt uprzejmie jest teraz o tym mówić.

Pani Lie utorowała sobie drogę pomiędzy stojącymi kobietami, prawdę mówiąc przegnała je z pokoju wymownymi gestami rąk, i zaczęła się przyglądać dzieciom. Skrzywiła się z obrzydzeniem na widok Ulvara, ale złagodniała, gdy spojrzała na Marca.

– Czarujący chłopczyk!

Zniżyła głos aż do niewyraźnego mamrotania przez zaciśnięte zęby. Nawet nie było widać, czy porusza wargami.

– Saga była samotna, prawda? A należała do najlepiej sytuowanej gałęzi Ludzi Lodu. Henning, mam rację?

– Tak – potwierdził.

– W takim razie ty także po niej dziedziczysz?

– Saga powiedziała, że jeśli zajmę się chłopcami, to majątek powinienem podzielić równo pomiędzy nas trzech. A ja obiecałem, że chętnie się zaopiekuję jej dziećmi – rzekł z bólem serca, bo uważał, że pieniądze nie mają akurat teraz znaczenia.

– Bzdura – oświadczyła pani Lie. – Nie ma sensu, żeby takie pokraczne dziecko w ogóle cokolwiek dziedziczyło, trzeba je oddać do jakiegoś domu. Majątek podzieli się między ciebie i tego ładnego chłopczyka, to wystarczy. I obaj przeniesiecie się do nas, to oczywiste. Nie możecie tu mieszkać sami.

– Nieee! – zawył Henning w rozpaczy. – Ja muszę tu zostać! Muszę czekać na mamę i ojca.

– Oni nie wrócą, musisz spojrzeć prawdzie w oczy. Im szybciej, tym lepiej.

– Wrócą! – zawołał z uporem. – I muszę zatrzymać obu chłopców. Razem! Przyrzekłem to Sadze.

Zdawało mu się, że przez cały dzień walczy z gromadami atakujących go kobiet. Nawet Line nie chciała mu pomóc, odmawiała wszelkiego kontaktu z Ulvarem.



10 из 190