Dzień i noc tak pełne niesamowitych wydarzeń, że starczyłoby ich na cały rok.

Otworzył drzwi. Ze środka wypełzło mu na spotkanie zimno.

– Nie bójcie się – powiedział swoim ufnym dziecięcym głosem. – Henning zaraz napali i będziecie mieć ciepło.

Marco został ułożony w pięknym łóżku z wysokimi szczytami, w dużym łożu rodziców. Henning przełknął ślinę, patrząc na to posłanie, i pospieszył z powrotem na dziedziniec.

Łzy wyschły mu już dawno temu. To nie był czas na łzy.

Choć stanowczo zabronił sobie rozmyślać nad sytuacją, nie był w stanie powstrzymać pracy mózgu. Całkowicie niezależnie od jego woli krążyła mu po głowie uparta myśl: Wczoraj po południu… Wczoraj po południu dowiedzie1iśmy się, Saga i ja, że statek, którym mieli płynąć rodzice, zaginął. W pobliżu Malen, rozległego usypiska kamieni na morskim dnie, które jest największym w Norwegii cmentarzyskiem okrętów.

A potem w drodze do domu stało się to niepojęte! Nigdy tego nie zrozumie, żeby nie wiem jak długo żył. Podniósł zawiniątko z małym Ulvarem, starając się nie patrzeć na jego zniekształconą, straszną twarzyczkę. Również derka, w którą ten malec był owinięty, zachowała zdumiewająco dużo ciepła i chroniła nowo narodzoną istotkę przed mrozem. Pobiegł z małym do domu i ułożył go obok brata.

– Koń – mruknął sam do siebie, ale też jakby tłumacząc się dwóm noworodkom. – Muszę wprowadzić konia do stajni. Nie może stać na zimnie. Zaraz wrócę!

Z największym pośpiechem wyprzągł zwierzę, wprowadził je do stajni i zadał paszę. W stajni panowało ciepło, płynące tu z sąsiedniej obory. Koń dostał siana i pełne wdzięczności przyjacielskie klepnięcie w zad.

Krowy porykiwały niecierpliwie.

– Zaraz przyjdę was wydoić – obiecał Henning.

Najpierw jednak musiał zająć się dziećmi.



2 из 190