– Oni wrócą niedługo – rzekł pospiesznie Henning. – Statek się spóźnił.

Line przyglądała się chłopcu. Był naprawdę sam w domu. Z dwoma noworodkami?

Broda mu drżała.

– Spóźnił się? – zapytała. – Tyle dni?

– Nic groźnego się nie stało – tłumaczył bezbarwnie. – Statek nie trafił na Malen, po prostu zniosło go na inny kurs…

– Czy ten statek zaginął?

– Tylko na razie. Wkrótce go odnajdą. On na pewno jest na morzu, ale my nie mogliśmy czekać, bo Saga czuła się źle i musieliśmy wracać.

Line zrozumiała, że chłopiec więcej już nie zniesie. Jego blada jak ściana twarz i niechęć do rozmowy o tym, co się stało, świadczyły też wymownie, że właśnie teraz śmiertelnie się boi współczucia. Ten malec miał swoją dumę.

– Dzieci – bąknęła i podeszła do łóżka. – Dzieci muszą dostać jeść.

Co do tego nie mogło być najmniejszych wątpliwości. Maleństwa wciąż dzielnie krzyczały swoimi wątłymi głosikami, tak słabymi, że nawet nie przeszkadzały w rozmowie.

– Poczekaj, niech no się zastanowię… – powiedziała Line. – Czy jest ktoś w okolicy, kto mógłby je karmić? Tyle teraz nowych ludzi się nasprowadzało, że nie znam nawet połowy. Nie, naprawdę nie znam żadnej kandydatki na mamkę, ale popytam. W każdym razie nie możesz ich karmić łyżeczką. Nic z tego nie będzie. Ale w domu mam smoczek, karmi się przez niego osierocone jagnięta. Zaraz go przyniosę.

Line zniknęła za drzwiami. Henning opadł na krzesło. Nie był w stanie nawet uświadomić sobie, jakie to groteskowe, że noworodki mają być karmione używanym smoczkiem, przez który piły jagnięta.

Pogłoski szybko rozniosły się po parafii. Henning miał bardzo trudny dzień, zwłaszcza z przyjmowaniem wszystkich ciekawskich i chętnych do pomocy, którzy odwiedzali go licznie i niemal bez przerwy.

Znaleziono mamkę, ale ona zgodziła się karmić tylko ładne dziecko. Z Ulvarem nie chciała mieć do czynienia. Nieszczęsny Henning był całkowicie wykończony, a nie potrafił na nic się zdecydować. Co robić? Wokół łoża w którym leżały dzieci, stała liczna grupa kobiet.



6 из 190