
– Jakiż to śliczny aniołeczek – cmokały wzruszone urodą Marca.
Dobrze, dobrze, myślał Henning złośliwie. Ciekawe, co by zrobiły, gdybym im opowiedział o ojcu chłopca? Może nareszcie mielibyśmy tu spokój.
Ale, rzecz jasna, niczego takiego nie zrobił.
Było już południe i Henning czuł się śmiertelnie zmęczony. Nikt jednak nie miał czasu zastanawiać się nad jedenastoletnim chłopakiem ani nad tym, jak ciężkie obowiązki na niego spadły.
Mały Marco został zaopatrzony w ubranka, które zebrano w okolicy, lecz Ulvarem nie chciał się zająć nikt. Henning prosił, żeby mu pozwolono wykorzystać to, co zostało, i po długich, prowadzonych szeptem naradach kobiety wyraziły zgodę. Tylko że ubrać Ulvara musiał Henning sam. Robił to niezdarnie, a serce krwawiło mu z bólu, gdy patrzył na to zdeformowane ciałko, na okropne spiczaste barki, które odebrały Sadze życie.
W końcu obaj chłopcy ubrani leżeli w łóżku. Kobiety zasłoniły buzię Ulvara, żeby na niego nie patrzeć, ale nieustannie przychodził ktoś nowy, kto odsuwał pieluszkę, bo bardzo chciał się przestraszyć.
Mamka postanowiła natychmiast zabrać Marca ze sobą do domu, lecz Henning przeciwstawił się temu stanowczo. Z drżeniem w sercu usiadł na krawędzi łóżka, jakby chciał osłaniać dzieci, i wyjaśnił, że obiecał umierającej matce, iż jej maleństw nie rozłączy. W końcu mamka przyrzekła, że będzie przychodzić kilka razy dziennie karmić noworodka. Mieszkała niedaleko.
Ale co z Ulvarem… Ktoś mruknął pod nosem: „Najlepiej, żeby go Pan Bóg zabrał…” A inni pokiwali głowami. Line z Eikeby była jedyną osobą, która okazywała jakieś zrozumienie sytuacji. Nie znalazła prymitywnej butelki ze smoczkiem dla jagniąt, i chyba dobrze, że się tak stało, ale nauczyła Henninga, jak karmić malca gałgankiem maczanym w mleku. Sama jednak też nie chciała nawet dotknąć tego „diabelskiego dzieciaka”, bo miała w domu liczną rodzinę, której nie mogła pozbawić matki. Henning mimo wszystko dziękował jej serdecznie i przygotował mleko zgodnie z zaleceniami Sagi. Zabrał Ulvara do kuchni i trzymając go na kolanach, po długich i trudnych próbach, zdołał go w końcu nauczyć ssać zwinięty w rulonik płócienny gałganek.
