
Wzruszyłem ramionami.
– Zastanawiam się, dlaczego powiedziała to po tylu latach.
– To przez lekarstwa – powtórzył. – Była umierająca, Will.
Druga część odpowiedzi wydawała się zawierać tak wiele treści. Milczałem chwilę, a potem zapytałem:
– Sądzisz, że Ken żyje?
– Nie – odrzekł i odwrócił głowę.
– Czy mama coś ci mówiła?
– O twoim bracie?
– Tak.
– Mniej więcej to samo, co tobie.
– Że Ken żyje?
– Tak.
– Powiedziała coś jeszcze? Ojciec wzruszył ramionami.
– Że on nie zabił Julie. Mówiła, że wróciłby, ale najpierw musi coś załatwić.
– Co takiego?
– Nie wiedziała, co mówi, Will.
– Zapytałeś ją?
– Oczywiście. Po prostu majaczyła. Już mnie nie słyszała.
– Uspokoiłem ją, że wszystko będzie dobrze.
Znowu odwrócił głowę. Zastanawiałem się, czy pokazać mu fotografię Kena, ale postanowiłem tego nie robić. Chciałem dobrze to przemyśleć, zanim ruszymy tym tropem.
– Uspokoiłem ją, że wszystko będzie dobrze – powtórzył.
Przez rozsuwane szklane drzwi widziałem jeden z tych sześcianów z kolorowymi zdjęciami, spłowiałymi na słońcu. W pokoju nie było żadnych nowych zdjęć. W naszym domu czas zatrzymał się jedenaście lat temu jak zegar z tej starej piosenki, który stanął po śmierci dziadka.
– Zaraz wrócę – rzekł ojciec.
Patrzyłem, jak wstaje i odchodzi, aż wydawało mu się, że już nikt go nie widzi. Ja jednak dostrzegałem jego sylwetkę w ciemności. Opuścił głowę. Ramiona zaczęły mu drżeć. Chyba nigdy nie widziałem, żeby mój ojciec płakał. Teraz też nie chciałem na to patrzeć.
Odwróciłem się i przypomniałem sobie inną fotografię, którą spostrzegłem na górze: ukazującą moich rodziców na pokładzie statku, opalonych i szczęśliwych. Być może on również o niej myślał.
Kiedy obudziłem się późno w nocy, Sheili nie było w łóżku.
