
– Czy pan Burke wściekł się z powodu przerwania negocjacji? – spytał.
Myron wzruszył ramionami.
– Trafił go szlag, ale niecelnie. Przeżyje. Nie przejmuj się nim.
– Zgrupowanie zaczyna się w czwartek?
– Denerwujesz się?
– Trochę.
– I dlatego chciałeś się ze mną widzieć?
Christian potrząsnął głową i zawahał się.
– Nie… nie rozumiem tego, panie Bolitar.
Ilekroć Christian nazywał go „panem”, Myron czuł się jak jego ojciec.
– Czego nie rozumiesz? O co chodzi? Christian znów się zawahał.
– Chodzi… – Wziął głęboki oddech. – Chodzi o Kathy.
– O Kathy Culver? – spytał Myron, sądząc, że się przesłyszał.
– Pan ją znał.
Trudno powiedzieć, czy było to pytanie, czy stwierdzenie.
– Dawno temu.
– Gdy był pan z Jessicą.
– Tak.
– Pewnie mnie pan zrozumie. Bardzo mi brak Kathy. Ponad wszelkie wyobrażenia. Była niezwykła.
Myron skinął głową zachęcająco, wypisz wymaluj jak Phil Donahue w swoim talk show.
Christian cofnął się o krok. Mało brakowało, a wyrżnąłby głową w półkę z książkami.
– Potraktowano to jak sensację – zaczął. – Historia Kathy trafiła na łamy szmatławców, ojej zniknięciu plotkowano w Gorącym temacie. Zrobiono z tego rozrywkę. Telewizyjny show. Nazywali nas „sielankową parą”. – Palcami nakreślił w powietrzu cudzysłów. – Tak jakbyśmy nie byli z krwi i kości. Jakbyśmy nic nie czuli. Wszyscy mi powtarzali, że jestem młody, że szybko się pozbieram. Kathy była dla nich tylko ładną blondynką, jakich miliony. Oczekiwano, że ułożę sobie życie. Zginęła. No, to koniec i kropka.
Jego chłopięcy wdzięk, który powinien mu dopomóc w staniu się królem reklam, nabrał znienacka nowego wymiaru. Zamiast nieśmiałego, naiwnego, skromnego chłopaka z Kansas Myron ujrzał prawdziwe oblicze Christiana: kulącego się w kącie, osieroconego przez ojca i matkę, dzieciaka, który nie ma rodziny, a najpewniej również przyjaciół, a jedynie czcicieli oraz tych, którzy chcieli go wykorzystać.
