
Jak ja sam? – zadał sobie pytanie.
Potrząsnął głową. W żadnym razie! Inni, owszem, ale nie on. Nie był taki. Mimo to coś zbliżonego do poczucia winy kuksało go twardo w żebra.
– Nie uwierzyłem w jej śmierć – ciągnął Christian – i właśnie w tym tkwił w jakiejś mierze problem. Po pewnym czasie dopada człowieka niepewność. Z jednej strony liczyłem, że znajdą jej ciało, że wydarzy się coś, co ostatecznie zakończy sprawę. Mówię straszne rzeczy.
– Wcale nie.
– Wciąż myślę o tych majtkach, wie pan?
Jedynym śladem w sprawie tajemniczego zniknięcia Kathy były jej majtki, znalezione w kampusie na wierzchu kubła na śmieci. Według pogłosek, poplamione spermą i krwią. Potwierdzało to podzielane powszechnie od początku podejrzenia, że Kathy Culver nie żyje. Smutna historia, lecz do przewidzenia. Zgwałcił ją i zamordował jakiś psychopata, sądzono. Jej ciała chyba się nie znajdzie, choć kto wie, czy za pewien czas jacyś myśliwi nie natkną się w lesie na jej szczątki, co w wieczornych dziennikach stanie się wiadomością dnia i od nowa ściągnie na tę historię kamery w nieśmiertelnej nadziei, że reporterzy uchwycą pogrążonych w żalu krewnych.
– To było obrzydliwe – ciągnął Christian. – Wciąż nazywali je, „różowymi”. Nazywali je Jedwabnymi”. Ani razu bielizną, figami lub po prostu majtkami. Zawsze „różowymi jedwabnymi majtkami”! Jakby to było ważne. Pewna stacja poprosiła modelkę z firmy Victoria’s Secret o komentarz na ich temat. Tak jakby nosząc je, Kathy prosiła się o to, co ją spotkało. Jak można ją tak poniżać…
Christiana, który najwyraźniej do czegoś dojrzewał, zawiódł głos. Myron milczał. Miał tylko nadzieję, że chłopak się nie załamie.
– Chyba powinienem przejść do rzeczy – rzekł wreszcie Christian.
– Nie śpiesz się. Nigdzie się nie wybieram.
