
– Biedny, zbłąkany młodzian. Czuję się okropnie.
– Zostaw Chaza Landreaux, dobra?
– Niedobra. Przekaż to Royowi O’Connorowi.
– Płacą mi za przekazywanie ostrzeżeń, a nie wiadomości.
Mężczyzna w filcowym kapeluszu pomógł wstać powalonemu koledze. Wielkolud, jedną ręką trzymając się za nos, a drugą masując tchawicę, dowlókł się do samochodu. Nos miał złamany, ale gardło bolało go jeszcze mocniej, zwłaszcza gdy przełykał.
Dwaj gangsterzy wsiedli i szybko odjechali. Nie zmienili Myronowi opony.
2
Z samochodu Myron zadzwonił do Chaza Landreaux.
Na zmianę opony stracił pół godziny, bo nie miał smykałki do takiej roboty. Pierwsze kilka kilometrów przejechał wolno w obawie, że opona zsunie się z koła. Gdy tylko nabrał pewności, że mu to nie grozi, przyśpieszył i zawrócił w stronę akademika Christiana.
Kiedy Landreaux odebrał telefon, Myron szybko wyjaśnił, co się stało.
– U mnie już byli – odparł Chaz.
W tle panował hałas. Płakało niemowlę. Coś spadło i rozbiło się na podłodze. Chaz krzyknął do śmiejących się dzieci, żeby były cicho.
– Kiedy? – spytał Myron.
– Przed godziną. Trzech gości.
– Oberwałeś?
– Nie. Tylko mnie postraszyli. Ostrzegli, że jeżeli zerwę kontrakt, połamią mi nogi.
Połamią nogi? Jacy oryginalni.
Chaz Landreaux, koszykarz drużyny Uniwersytetu Stanowego w Georgii, miał duże szansę trafić już w pierwszym naborze do ligi NBA. Dorastał bez ojca w biedzie na ulicach Filadelfii. Jego najbliższa rodzina – matka, sześciu braci i dwie siostry – mieszkali w dzielnicy, która – gdyby znacznie poprawić tam warunki życia – można by łaskawie nazwać „ubogim gettem”.
Na początku studiów, wbrew przepisom (o kontrakcie mógł bowiem rozmawiać dopiero po czterech latach) duża agencja sportowa Roya O’Connora zaproponowała mu – wypłacaną w miesięcznych ratach po dwieście pięćdziesiąt dolarów – pięciotysięczną „zaliczkę”, jeśli podpisze zobowiązanie, że po przejściu na zawodowstwo powierzy jej swoje interesy.
