
– Ufam, że sobie poradzisz – dodał Calvin.
– Dlaczego miałbym sobie nie poradzić?
Calvin wzruszył ramionami.
– Grałem przeciwko tobie – odparł.
– No i?
– Nie znam bardziej zaciętego gracza od ciebie. Dla wygranej byłeś gotów uziemić rywala. A teraz przyjdzie ci grzać ławę. Co ty na to?
– Dam sobie radę.
– A jakże.
– Z wiekiem zmiękłem.
– Akurat.
Calvin pokręcił głową.
– Nie?
– Wydaje ci się, że zmiękłeś. Może nawet wydaje ci się, że skończyłeś z koszykówką.
– Skończyłem.
Calvin przystanął, uśmiechnął się i rozłożył ręce.
– Jasne. Spójrz na siebie. Jesteś wzorem byłego sportowca. Pięknym przykładem dla innych. Twoja kariera legła w gruzach, ale się nie załamałeś, podjąłeś walkę. Wróciłeś na uczelnię, i to na prawo w Harvardzie! Założyłeś własną firmę, rozwijającą się agencję sportową. Nadal chodzisz z tą pisarką?
– Tak – odparł Myron, ale co do Jessiki nigdy nie był pewien, czy naprawdę są razem.
– Zdobyłeś wykształcenie, masz pracę, piękną dziewczynę. Z wierzchu jesteś szczęśliwy, dobrze ustawiony w życiu.
– Od spodu również. Calvin pokręcił głową.
– Wątpię – odparł.
Świat pełen był psychologów.
– Czy ja się prosiłem o przyjęcie do zespołu? – spytał Myron.
