
RepSport MB. Jego firma. Agencja Myrona Bolitara, ergo MB. Reprezentująca sportowców, ergo RepSport. Razem: RepSport MB. Sam wymyślił tę nazwę, ale żadna z wielkich firm reklamowych nie złożyła mu dotychczas propozycji.
– Sto tysięcy za podpis – zaproponował.
Clip uśmiechnął się.
– Pojętny jesteś – pochwalił.
Myron wzruszył ramionami.
– Siedemdziesiąt pięć tysięcy – oznajmił Clip. – Nie ucz ojca dzieci robić, bierz i szlus.
Uścisnęli sobie dłonie.
– Mam kilka pytań w sprawie zniknięcia Grega – powiedział Myron.
Clip podparł się na podłokietnikach fotela i wstał.
– Na wszystkie pytania odpowie ci Calvin. – Wskazał głową dyrektora klubu. – Muszę iść.
– Kiedy mam przyjść na trening?
– Na trening? – zdziwił się Clip.
– Tak. Kiedy mam zacząć?
– Dziś wieczorem jest mecz.
– Dziś wieczorem?
– Oczywiście.
– Mam się przebrać do gry?
– Gramy dziś z moją dawną drużyną, z Celtami. Calvin zadba, żebyś przed meczem dostał kostium. O szóstej na konferencji prasowej ogłosimy, że podpisałeś kontrakt. Nie spóźnij się. – Clip ruszył do wyjścia. – Nie zmieniaj krawata. Podoba mi się.
– Dziś wieczorem? – powtórzył Myron, ale Clip już opuścił lożę.
ROZDZIAŁ 2
Po jego wyjściu Calvin Johnson pozwolił sobie na uśmieszek.
– Uprzedzałem, że będzie dziwnie – powiedział.
– Bardzo dziwnie – przyznał Myron.
– Wypiłeś swój pożywny czekoladowy napój?
– Tak.
Myron odstawił puszkę.
– Chodźmy. Przygotujmy się do wielkiego debiutu. Calvin Johnson nosił idealnie skrojony garnitur od Braci Brooks, idealnie zawiązany krawat i idealnie wyczyszczone buty. Czarny, dwa metry trzy centymetry wzrostu, szczupły, zgrabny, proporcjonalnie zbudowany, z mocno skręconymi, przerzedzonymi włosami nad lśniącym, oliwkowym i nieco powiększonym czołem, poruszał się płynnie, trzymał prosto.
