
– Masz rację.
– Bystrzak z ciebie.
– Wolno się rozkręcam. Dotarli do magazynu.
– Zaczekaj tu – rzekł Calvin. Myron wyjął telefon komórkowy.
– Mogę zadzwonić? – spytał.
– Dzwoń.
Calvin zniknął za drzwiami. Myron włączył komórkę i wybrał numer. Po drugim sygnale odezwała się Jessica.
– Halo?
– Muszę odwołać dzisiejszą kolację – powiedział.
– Lepiej, żeby to był ważny powód – odparła.
– Bardzo ważny. Zagram zawodowo w koszykówkę w zespole New Jersey Dragons.
– To miło. Powodzenia, kochanie.
– Mówię serio. Gram w Smokach. Chociaż „gram” nie jest dobrym słowem. Ściślej, będę odciskał sobie tyłek, grzejąc u nich ławę.
– Naprawdę?
– Tak, to długa historia, ale właśnie zostałem zawodowym koszykarzem.
– Z zawodowym jeszcze nie figlowałam – odparła po chwili. – Będę jak Madonna.
– Jak dziewica.
– Jejku. Co za staroświecka aluzja!
– A czego się spodziewałaś? Jestem faciem z lat osiemdziesiątych.
– A czy facio z lat osiemdziesiątych powie mi, co jest grane?
– Nie teraz. Wieczorem. Po meczu. W okienku zostawię ci bilet.
Zza drzwi wyjrzał Calvin.
– Ile masz w pasie? Osiemdziesiąt sześć? – spytał.
– Dziewięćdziesiąt dwa. Może dziewięćdziesiąt cztery. Calvin skinął głową i cofnął się do środka. Myron zadzwonił na prywatny numer Windsora Horne’a Lockwooda Trzeciego, prezesa prestiżowej firmy inwestycyjnej Lock – Horne Securities na środkowym Manhattanie. Win odebrał telefon po trzecim sygnale.
– Wysłów się – powiedział.
– Wysłów? – Myron pokręcił głową.
– Powiedziałem „wysłów”, a nie „powtórz”.
– Mamy sprawę.
– Huurraa! – odparł Win, przeciągając samogłoski jak na wielmożę z zachodniej Filadelfii przystało. – Jestem oczarowany. Wniebowzięty. Ale zanim posikam się z radości, zadam ci jedno pytanie.
– Wal.
– Czy zająłeś się tą sprawą jak zwykle z pobudek dobroczynnych?
