
– Sikaj śmiało. Odpowiedź brzmi: nie.
– Co ja słyszę?! Więc to nie jest kolejna moralna krucjata dzielnego Myrona?
– Nie tym razem.
– Boże w niebiesiech, mów.
– Zaginął Greg Downing. Mamy go znaleźć.
– A za nasze usługi dostaniemy…
– Co najmniej siedemdziesiąt tysięcy plus klienta, którego Smoki wybrały w pierwszej rundzie naboru.
Nadszedł czas, by poinformować Wina o przejściowej zmianie zawodu.
– No, no – rzekł radośnie Win. – Powiedz, proszę, od czego zaczniemy.
Myron podał mu adres domu Grega w Ridgewood.
– Spotkajmy się tam za dwie godziny.
– Wezmę batmobil – odparł Win i rozłączył się. Wrócił Calvin z fioletowo – niebieskim strojem Smoków w ręku.
– Przymierz – powiedział.
Myron nie od razu wziął kostium. Kiedy na niego patrzył, ścisnęło go w żołądku.
– Numer trzydziesty czwarty? – spytał cicho.
– Tak. Twój dawny numer z Duke’a. Pamiętałem… No, przymierz – zachęcił Calvin milczącego Myrona.
Myron poczuł, że coś zbiera mu się w oku. Potrząsnął głową.
– Nie muszę – rzekł. – Na pewno będzie pasował.
ROZDZIAŁ 3
Ridgewood to ekskluzywne przedmieście, jedno ze starych miasteczek, wciąż nazywanych przez mieszkańców wsiami, skąd dziewięćdziesiąt pięć procent uczniów idzie na studia, a ich rodzice nie pozwalają swoim latoroślom zadawać się z pozostałymi pięcioma procentami. Jest tam trochę monotonnych ciągów urbanistycznych, przykładów podmiejskiej eksplozji budowlanej z połowy lat sześćdziesiątych, ale większość pięknych domów pochodzi z wcześniejszych, teoretycznie bardziej niewinnych czasów.
Myron znalazł dom Downinga bez żadnego kłopotu. Bardzo duży, w stylu wiktoriańskim, ale zgrabny, dwupiętrowy, kryty pięknie spłowiałym cedrowym gontem. Z lewej strony okrągła wieża ze szpiczastym dachem. Przestronne werandy z akcentami jak z rycin Rockwella: podwójną huśtawką, na której Atticus i Skautka z Zabić drozda mogliby się raczyć lemoniadą w gorącą alabamską noc, przewróconym rowerkiem i drewnianymi sankami, mimo że ostatni śnieg spadł sześć tygodni temu.
